O. Alfons Rodriguez TJ – O doskonałości chrześcijańskiej – Dział I (9 z 15)

ROZDZIAŁ IX

Wiele nam zależy na tem, abyśmy nie zaniedbywali najmniejszych rzeczy

Kto gardzi małemi rzeczami, pomału upadnie” (Eccl. XIX. 1) słowa są Ducha Św. Mądrość tych słów wielkiej jest wagi dla wszystkich, a mianowicie dla szukających doskonałości; bo wielkie rzeczy same się zalecają, przeto staranniej je pełnimy, lecz zwykle opuszczamy się w innych, sądząc, iż żadne stąd złe nie wyniknie. Mylimy się przecież, bo zaniedbywanie małych rzeczy, grozi wielkim niebezpieczeństwem i dlatego Duch Św. mówi, że kto gardzi małemi rzeczami, pomału upadnie w wielkie grzechy. Do utwierdzenia nas w tej prawdzie i uczynienia bacznemi, powinno zdaje się wystarczyć przekonanie, iż to sam Bóg wyrzekł; jednakże, aby przedmiot niniejszy obszerniej rozebrany, silniej na umysł nasz działał, posłuchajmy jeszcze, co o nim mówią Święci Pańscy: Św. Bernard pięknie tę rzecz rozwodzi, mówiąc: że ci co najohydniejszym oddają się występkom, zaczynają zawsze od lekkich błędów, nikt zaś od razu nie został zbrodniarzem; czyli ogólnie rzecz biorąc, nie dochodzimy od razu do ostatniego szczebla w dobrem ani w złem, czyli w cnocie lub występku; ale jedno jako i drugie wdraża się i rośnie z wolna w każdym człowieku. Są choroby ciała, są i choroby duszy, a pierwsze i drugie nieznacznie w nas powstają i ciągły wzrost biorą. Gdy który ze sług Bożych popełni jaki występek, nie sądź, dodaje tenże Święty, że złe jest dopiero w zarodzie; nigdy nie popadł w grzech śmiertelny, kto czas długi wytrwał w czystości i niewinności życia. Jakże więc to się dzieje? Oto z początku lekceważymy sobie rzeczy małe; następnie zapał w nas do dobrego stygnie i gaśnie do tego stopnia, że Bóg wypuszcza nas ze swojej opieki; na koniec pozbawieni jego wsparcia, ulegamy napadom pierwszej lepszej pokusy.

Domy, powiada Kasjan, nie walą się od razu: złe zaczyna się od kilku szczelin, które zaniedbano naprawić, a przez które woda przeciekając, zagnaja krokwie budowy, dostaje się następnie do tramów, belek i podwalin, a w murowanych budowlach przechodzi nareszcie aż do fundamentów, podkopuje, i coraz więcej doniszcza je, aż nagle dom cały w ruinę się zapada. Tak samo dzieje się z nami, dodaje Kasjan: zrazu wrodzona do złego skłonność omamia zmysły i bierze nad niemi górę, stąd wciska się i wraża w duszę, gdzie nadweręża moc najświętszych postanowień, a w końcu psuje do tego stopnia fundamenta pobożności, że w jednej chwili cała budowla duchowna opada i zniszczeniu ulega. Tak więc złe stąd jedynie powstało, że nie starano się wcześnie mu zapobiec; nieco baczności i trochę starań początkowo przedsięwziętych zaradziłyby jego szerzeniu się i strasznym następstwom. Prawdziwie jest się tu czem zdumieć i przerazić, gdy rozważymy, iż zguba tylu tonących w otchłani grzechowej z tak małej rzeczy wynika! Szatan jest przezorny: nie kusi sług Bożych od razu o rzeczy wielkie, lecz zaczyna od mało znaczących, a biorąc z wolna przewagę nad kuszonemi, zbiera plony swojej przebiegłości. Bo gdyby od razu namawiał ich do grzechu śmiertelnego, łatwo byłby poznany i odepchnięty; wciskając się zaś ostrożnie przez namowę do lekkich przewinień, ma niezbronny przystęp do duszy, którego dostrzec trudno, kiedy go już do siebie wpuściła. Dlatego Św. Grzegorz utrzymuje, że małe błędy są niebezpieczniejsze od wielkich, które jako łatwiej dostrzegane, silniej pobudzają wolę do ich unikania lub pozbycia się rychłego; inne zaś mniej znaczące, lekce sobie ważymy, a przez to tak często w nie wpadamy, że trudno nam i pomyśleć o poprawie tego, co już w nałóg przeszło. Tak więc zło bardzo nieznaczne i niczem z początku się wydające wzrasta przez naszą opieszałość i staje się z czasem prawie niepodobne do wyleczenia. Potwierdza to i Św. Chryzostom, mówiąc: śmiem uczynić wniosek, który wyda się nadzwyczajnym, zadziwiającym, to jest: iż nie tyle nam unikać trzeba grzechów wielkich, ile małych; bo ogrom pierwszych przeraża, a do drugich lgniemy łatwo, uważając je za nic nieznaczące; a to lekceważenie i opieszałość nasza przeszkadza do uniknienia ich i następnie do wykorzenienia, gdy z czasem już wzrosną i zamocnieją. Z kropel deszczu, powiada Św. Bonawentura, zbierają się strumienie, a te zrywają niekiedy najsilniejsze murowane tamy; a mała szczelina, przez którą woda przeciska się nieznacznie, zatopienia całego statku bywa przyczyną. W tymże duchu Św. Augustyn mówi, że jako majtkowie postrzegłszy w okręcie wodę, pompują nieustannie, aby się jej pozbyć; tak my powinniśmy przez gorące modły i ścisły rachunek usuwać obojętność sumienia na to, co mamy w sobie złego, a coby mogło nas o zgubę przyprawić. Tak każdy chrześcijanin bez ustanku powinien ćwiczyć się w walce ze sobą, pracując ciągle nad poprawą siebie samego i niby mieć zawsze rękę przy pompie, aby nie uległ rozbiciu. Uzbroiłeś się wprawdzie przeciw największym grzechom, dodaje tenże Święty, ale cóżeś uczynił dla uniknienia małych? Czyliż one nie wzbudzają w tobie żadnej trwogi? Wrzuciłeś do morza ogromne ciężary zdolne zatopić twój okręt; lecz strzeż się, aby znaczna ilość pozostałego na dnie piasku nie pogrążyła okrętu w otchłani morza.

 

Reklamy

2 thoughts on “O. Alfons Rodriguez TJ – O doskonałości chrześcijańskiej – Dział I (9 z 15)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.