Msza jako gatunek muzyczny (cz. 2 z 3)

 blanchard_jacques_-_saint_cecilia_-_17th_c2.    Msza Trydencka a muzyka kościelna

 Wracając do tematyki muzycznej stwierdzić można, że we Mszy Trydenckiej kapłan i tak części stałe powiedzieć musi i dlatego dla scholi czy chóru jest zawsze czas, aby równocześnie z liturgiczną akcją kapłana (actio sacerdotalis) te same słowa zaśpiewać. Czy nie stanowi to zarzucany przed ostatnim Soborem tzw. paralelizm liturgiczny? Nie stanowi, ponieważ zasadniczą czynność liturgiczną wykonuje kapłan, nie lud, zatem czynność ludu czynnością liturgiczną sensu stricto nie jest. Lud współuczestniczy, ale nie czyni, oto cała różnica. W przeciwieństwie do mszy Novus Ordo Msza Trydencka nie chce ludzi, jak niesforne dzieci, czymś zajmować, aby nie rozrabiały, ale pragnie dać im głębszy estetyczny i niejako mistyczny dostęp do recytowanych przez kapłana tekstów stałych. Poza tym z doświadczenia ludzkości i Kościoła wynika, że śpiewać, co prawda każdy może, ale zdecydowanie nie każdy to czynić powinien. I dlatego już dawno, bo przy wyjściu z katakumb, a może i wcześniej, ustanawiano schole kantorów czyli śpiewaków, które ćwiczyły śpiew liturgiczny po to, by ludowi było na mszy wznioślej i przyjemniej, skoro nie musiał słuchać fałszującego sąsiada.

W pewnym okresie Kościoła funkcja śpiewaka, kantora lub psalmisty zaliczana była także w Kościele Zachodnim, bo w Kościele Wschodnim jest tak do tej pory, do święceń niższych. Tak też Synod z Laodycei (pomiędzy 345 a 381) wymienia śpiewaka (psaltes) wśród święceń niższych.[8] Statuta Ecclesiae antiqua, mały zbiór prawa kanonicznego powstały w V wieku na Zachodzie, bo w Galli oraz św. Izydor z Sevilli, Ojciec Kościoła na Zachodzie († 636) również zaliczają psalmistę do niższych święceń kapłańskich.[9] Być może nie każdy wie o tym, że teologia święceń kapłańskich kształtowała się dosyć długo i że dopiero Sobór Trydencki w autorytatywny sposób stwierdził, że w Kościele Zachodnim do niższych święceń należą święcenia: ostiariusza, lektora, egzorcysty, akolity, subdiakona, diakona i kapłana (Denz. 966, DH 1776).[10] Co prawda święceń kantora lub śpiewaka kościelnego w Kościele Zachodnim już od dłuższego czasu nie ma, tymniemniej Kościół Wschodni do dziś wykazuje się właściwą liturgiczną intuicją polegającą na założeniu, że ten, kto śpiewa świętą muzykę musi, oprócz głosu, wieść świątobliwy żywot i być do tej funkcji w jakiś sposób poświecony. O dobrym prowadzeniu się śpiewaków kościelnych przypomina także Pius X w Tra le Sollecitudini. Śpiewak jest bowiem bezpośrednim przekazicielem świętości zawartej w danej muzyce i dlatego im czystszy i świętszy jest on, tym czystsza i świętsza jest ona. Zważając na wymagane muzyczne i moralne kwalifikacje wykonawców muzyki sakralnej to właśnie dla takich scholi, a następnie chórów katedralnych czy papieskich, zostały skomponowane msze, w których wykwalifikowani i miejmy nadzieję, że świątobliwi śpiewacy, a nie lud, śpiewali wykwalifikowaną muzykę. Śpiew utworów lub pieśni kościelnych jest po prostu modlitwą i ten się lepiej modli i do ogólnej świetości w danym kościele przyczynia, kto jest w stanie łaski i posiada wyższy stopień świętości. Dopiero od czasów Piusa X i jego motu proprio na temat muzyki kościelnej Tra le sollecitudine (1903) zaczęto kłaść nacisk na śpiew ludu,[11] który co prawda śpiewał zawsze, o czym świadczą starodawne pieśni kościelne, ale nie zawsze czynił to w wykwalifikowany sposób, by wykonać śpiew własny Kościoła tj. chorał gregoriański i muzykę polifoniczną a capella, a i ze świętościa, podobnie jak u chórzystów, bywało różnie.

Celem liturgii jest uwielbienie Boga, który także jest pięknem, a nie terapia zajęciowa dla dzieci, młodzieży i panien na wydaniu, które w mszach Novus Ordo prawie siłą od mikrofonów na scenie-prezbiterium odrywać trzeba. Dlatego też do Soboru Watykańskiego II muzykę kościelną oddawano, w miarę możliwości, które nie każda wiejska parafia miała, w wykwalifikowane ręce właśnie po to, by lud obcował z muzycznym pięknem. Na Mszy Trydenckiej, pomijając tzw. Mszę Cichą (missa privata) zawsze jest czas na śpiewanie stałych części, gdyż czynności celebranta i jego asysty trwają. Dzieje się tak podczas Mszy Śpiewanej (missa cantata), Mszy Uroczystej (missa solemnis) oraz Mszy Pontyfikalnej (missa pontificalis). Nic dziwnego, że po posoborowych reformach mszy się w kościele prawie wcale podczas liturgii nie wykonuje, gdyż Novus Ordo został tak skoncypowany, by lud pieśni śpiewał, a nie muzyki słuchał. Księża, ministranci i lud podczas wykonywanej mszy nie mają po prostu, co ze sobą zrobić i wszyscy bliżej zainteresowani liturgią zastanawiają się, czy wysłuchanie odśpiewanego Credo na naprawdę się „liczy”, skoro tylko chór je odśpiewał, a ani ksiądz ani lud nie odrecytował. We Mszy Trydenckiej ten problem nie występuje, bo ksiądz i tak mówi wszystko i wyłącznie jego „akcja liturgiczna” jest wymagana. Pomijając tak wybitnie artystyczne msze jak Msza h-moll Bacha lub Missa solemnis Beethovena msze skomponowane z przeznaczeniem liturgicznym są zazwyczaj krótkie, gdyż kompozytor musiał zmieścić się czasowo w trakcie czynności odprawianych przy ołtarzu. Tak na przykład pierwsza prezentowana przez nas msza Missa Papae Marcelli Palestriny trwa w sumie ca. 37 minut, a mianowicie Kyrie 4:44, Gloria 6:16, Credo 9:53, Sanctus z Benedictus 7:39 i Agnus Dei 8:13. Co ciekawe czas ten nie jest dołączany do czynności liturgicznych, ale śpiewem są wypełniane same czynności liturgiczne. Tak np. Kyrie jest śpiewane równocześnie z Kyrie odmawianym przez księdza, a Sanctus z Benedictus przypadają już na pierwszą część kanonu, który odmawiany jest po cichu, natomiast Agnus Dei na tzw. sekrety czyli ciche modlitwy kapłana. Dzieje się tak dlatego, ponieważ we Mszy Trydenckiej nie wszystkie modlitwy wygłaszane są głośno dla ludu. Jedynymi miejscami podczas mszy, w których niekiedy kapłan siedząc w sedilli – w miejscu poza ołtarzem – czeka na skończenie utworu przez scholę jest Gloria i Credo,[12] co ładnie widać przy mszach transmitowanych z Fryburga. Każdy, kto będzie miał możliwość uczestniczenia we Mszy Trydenckiej, podczas której śpiewana jest jakaś msza, szybko zauważy, że tutaj muzyka jest rzeczywiście częścią liturgii, podczas gdy we mszach Novus Ordo każda skomponowana msza jawi się jako niepotrzebny kwiatek do kożucha, podczas której ludzie się nudzą, a dzieci rozrabiają. Co ciekawe podczas każdej Mszy Trydenckiej, w której piszący te słowa uczestniczył, zarówno dzieci były skupione, jak i dorosłym się nie nudziło i to niezależnie od poziomu muzyki i ludzi.

Być może nie każdy wie, że rozwój pieśni kościelnej nastał dopiero wraz z reformacją, gdyż po usunięciu mszy reformatorzy pomiędzy czytaniami i kazaniami czymś musieli tę pustkę ludowi zapełnić. Co ciekawe to właśnie kontrreformacyjnie nastawieni jezuici skomponowali mnóstwo katolickich pieśni, śpiewanych, jak mówią niektóre przedsoborowe modlitewniki, na Kyrie, na Glorię, na Ofiarowanie etc. wybijając niejako jeden klin drugim klinem. Ale jest to rozwój dosyć późny, bo dopiero XVI wieczny i w sumie mało liturgiczny, bo ideałem jest śpiewanie tzw. proprium czyli części własnych każdej mszy przez scholę chorałem gregoriańskim. I dlatego pieśń kościelna (niem. Kirchenlied) jest wynalazkiem tak naprawdę prostestanckim. Podczas gdy do Soboru Watykańskiego II protestant musiał na swoim nabożeństwie odśpiewać swoje – na J. S. Bacha parafianki skarżyły się, że nie daje im przez swoje kompozycje porządnie chorału protestanckiego odśpiewać, uważanego najwyraźniej za modlitwę i aktywną czynność liturgiczną – to katolik mógł się w swojej ławce odprężyć i zatopić w śpiewanej przez scholę muzyce lub przynajmniej w modliwie. Po Vaticanum II ich losy prostestantów i katolików, jak widać, się zrównały.

[8] Synod z Laodicea canon 24 w: Lauchert, Die Kanones der wichtigsten altkirchlichen Concilien nebst den Apostolischen Kanones: SQS 12, Freiburg i.B. – Leipzig: Mohr 1896, 75.

[9] Isidor, Etymologiae VII 12,3 (Patrologia Latina 82, 290).

[10] Ott Ludwig, „Faszikel 5: Das Weihesakrament“, w: (wyd.) Michael Schmaus, Alois Grillmeier und Leo Scheffczyk, Handbuch der Dogmengeschichte. Band IV: Sakramente. Eschatologie, Herder: Freiburg- Basel – Wien 1969; por. Diekamp-Jüssen, Katholische Dogmatik, Wil 2012. 1104-1108.

[11] http://www.adoremus.org/MotuProprio.html

[12] Por. http://ministrant.krzyz.org/komorowski.htm

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj
error: Content is protected !!
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: