Ks. dr. Albert Stöckl, Wyrodzenie się mistycyzmu poza Kościołem (5 z 6) Konsekwencje reformacji: anabaptyści i kwakrzy

1201grec

Po dłuższej przerwy wracamy do przeglądu fałszywej mistyki czyli mistycyzmu ks. Stöckla. Publikujemy ten cykl po to, by wykazać, że większość ruchów posoborowych, a szczególnie ruch charyzmatyczny kieruje się tymi złymi przesłaniami, które już w historii Kościoła występowały i zostały potępione. „Historia matką życia” – historia Kościoła także. Ponieważ protestanci odłączywszy się od Kościoła nie podlegali już żadnym doktrynalnym i dyscyplinarnym ograniczeniom, a sami sobie tych ograniczeń nie byli w stanie skutecznie narzucić, toteż doszło i dochodzi do mnożenia protestanckich denominacji i sekt. U podłoża tych mnożeń leży nie tylko niepewność doktrynalna, ale właśnie fałszywa mistyka, bo jedne pastor miał objawienie, Duch Św. do niego przemówił etc. i zakłada swój kościół. W historii Kościoła to już wszystko było, a reformacja dość szybko zaowocowała najpierw anarchistycznym zewnętrznie anabaptyzmem, a następnie anarchistycznym wewnętrznie kwakryzmem, o którym będzie jeszcze mowa, denominacją chrześcijańską, która opiera się wyłącznie na natchnieniach wewnętrznych, co wygląda tak, że starsi siadają w kręgu i każdy mówi, jak natchnienie w owym momencie czuje.

Czy nie przypomina to naszych wspólnot charyzmatycznych?

Z reformatorskich systematów szesnastego wieku podwójny wyszedł prąd mistyczny: jeden w dziedzinie religijnej, drugi w filozoficznej. Głó­wny charakter obu jest ten sam, ale ponieważ jeden płynął korytem życia religijnego, a drugi rozwijał się w cichych pracowniach filozoficznej myśli, przeto przyjęły one różną postać; jeden nosi cechy religijnej egzaltacji, drugi przybiera systematyczną formę mistyczno-filozoficznej teorii. Oba prądy pod wielu względami stoją w opozycji z reformatorską nauką, z której wyszły, jednakże nie przeciwią się jej co do zasad, bo tym sposo­bem zaprzeczałyby własne źródło swoje. Mistycy protestanccy walczą przeciwko usiłowaniu refor­matorskiemu, dążącemu do przytłumienia żywiołu mistycznego pod formułami dogmatycznymi, do wykorzenienia tego mistycznego marzycielstwa, jakie groziło podkopaniem reformy. Takie usiło­wanie reformy wydało się obrzydliwością w oczach nowej mistyki, i dlatego wystąpiła ona do walki w imię swobody sumienia, krusząc narzucane so­bie pęta dogmatyczne.

Interesującą bardzo jest rzeczą przypatrzenie się rozwojowi tej nowej reformatorskiej mistyki z reformatorskiej dogmatyki, nie tylko dlatego, że tym sposobem wyjaśnia się lepiej właściwy charakter tej dogmatyki, ale przede wszystkim dlatego, że historia tej nowej mistyki jasno wy­kazuje, jak mistyka oddalając się od kościelnej podstawy, wyradza się w potworną doktrynę i wpada w tę czarną ciemnię błędu, z jakiej po­przednio wyrwał ją Kościół i kwitnąca w nim chrześcijańska umiejętność. Zamiarem też jest na­szym przedstawić tu w krótkim zarysie tę nową mistykę, jaka wyrosła na gruncie reformatorskich systematów XVI-go wieku. Naprzód zajmiemy się tu pierwszym jej religijnym prądem, zostawia­jąc sobie na później drugi prąd filozoficzny. Podług nauki Lutra odrodzenie polega na tym, że w czło­wieka przez wiarę zewnętrznie od Boga usprawie­dliwionego, Duch Boży wnika, i odnawia jego na­turę przez grzech zepsutą. Ten to właśnie Duch Boży, przebywający w człowieku, otwiera mu pra­wdziwe znaczenie Pisma św. i daje właściwe jego rozumienie. Pismo zaś święte jest jedyną, wyłą­czną regułą wiary. Dobre uczynki człowieka sprawiedliwego pochodzą z tego Ducha Bożego, tak, że nie tyle należą do samego tego człowieka, ile do przemieszkiwającego w nim Ducha Bożego. W tej nauce Lutra o Duchu Bożym, przebywają­cym w człowieku, leżał zaród marzycielskiego mi­stycyzmu; do zupełnego rozwinięcia tego zarodu potrzeba było tylko silniejszy nacisk położyć na dwóch tych zdaniach, że Duch Boży prowadzi człowieka do prawdziwego rozumienia Pisma św., a zatem do poznania prawdy, i że człowiek peł­niąc dobre uczynki, jest tylko narzędziem tego Ducha Bożego.

Pierwszymi, którzy z tych zdań logiczne na­stępstwa wyprowadzać poczęli, byli Nowochrzczeńcy [anabaptyści]. Gdy Luter, pomimo oświecającego wewnątrz Ducha Bożego, stawiał Pismo święte jako jedyną najwyższą zewnętrzną normę religijnego poznania, sądził, że położy tym sposobem tamę powodzi mistycznej. Nowochrzczeńcy jednak przekroczyli tę tamę, i niezaprzeczenie mieli do tego prawo; bo na cóż jeszcze przydać się mogła zewnętrzna jakaś norma wiary, skoro sam Duch Boży jest w człowieku źródłem religijnego poznania? Dlatego twierdzili, że niegodziwą jest rzeczą, Ducha, któremu wszystko poddane, poddawać pod pano­wanie martwej litery. Skoro Duch Boży jedynie uczy człowieka wszelkiej prawdy, przeto za pra­wdziwą ewangelię to tylko uważać należy, czego on nas wewnętrznie uczy. Wiadomo powszechnie, do jakiego stopnia fanatyzmu i marzycielstwa po­sunęli Nowochrzczeńcy tę zasadę swego mistycy­zmu. W praktycznym zaś życiu zasada ta poprowadziła ich do wręcz przeciwnych rezultatów, jednych do montanistowskiego [montanistycznego] rygoryzmu, drugich do gnostycznego bezprawia. Jedni nauczali, że skoro odrodzenie przemienia człowieka całkowicie, przeto jeżeli człowiek odrodzony dopuści się grze­chu, grzech ten odpuszczonym być już nie może. Inni znów przeciwnie utrzymywali, że człowiek otrzymawszy raz Ducha, nie potrzebuje się już troszczyć o umartwienie pożądliwości ciała, ale powinien Duchowi zostawić kierowanie sobą; do czego ten go popycha, to będzie niezawodnie do­brem, choćby na pozór złem się wydawało.

Tak więc z nauki Lutra już w Nowochrzczeńcach potężnie wybuchnął mistycyzm. Daremne były deklamacje, groźby i pioruny reformatorów; siła konsekwencji logicznej przemogła. Marzyciele nie potrzebowali się troszczyć o przezorne zastrze­żenia Lutra; wszakże szli oni tylko po tej drodze, jaką im on sam otworzył; trudno im było mieć za złe, że szli po niej prosto i śmiało. Ale nauka Nowochrzczeńców nie stanowiła jeszcze systema­tycznej całości; usiłowali oni przeprowadzić ją w czyn i życie, ale dzikie krzyżowały się w niej sprzeczności, brakło jej wszelkiej trwalszej podsta­wy. Co jednak nie udało się Nowochrzczeńcom, tego dokonała później (w XVII wieku), inna sekta. Sektą tą byli Kwakrzy. Wyrobili oni so­bie pełen już religijno-mistyczny systemat, wskazujący wprawdzie w każdym punkcie na źródło, z którego wyszedł, ale przedstawiający zarazem właściwe sobie rozwinięcie podjętej przez się za­sady. Założycielem sekty był, jak wiadomo, Jan Fox ur. 1624 roku w angielskim hrabstwie Leicester, szewc i marzyciel, który zresztą tylko rzu­cił nasienie kwakrowskiej mistyki, a dopiero jego zwolennicy: Jerzy Krith, Samuel Fischer, a szcze­gólniej Robert Barclay nadali jej trwalszą teorety­czną podstawę, i kwakrowskie pojęcia w religijny ułożyli systemat.

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj
error: Content is protected !!
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: