Kościół i poród lub o sakramentaliach średniowiecznych (5 z 5). Modlitwy podczas samego porodu.

j3lq8ztiuh1s1m0yztqxnb6ov1m0yztqxnb6r

Inne formuły błogosławieństwa podczas porodu

Ks. Franz wymienia jeszcze inne formuły błogosławieństwa kobiet w ciąży lub podczas porodu.[1] Chociaż nie trafiły one do oficjalnych ksiąg liturgicznych, to nie ulega wątpliwości, iż były one pisane i stosowane przez duchownych. Można zatem przyjąć, że odmawiano je u łoża położnicy, a odmawiali je duchowni (patrz obrazek poniżej). Od XIII i XIV zwyczaj ten zaczął zanikać, gdyż po stuleciach stosowania powyższej praktyki praktyki zaczęto zakładać, iż przebywanie księdza przy rodzącej kobiecie jest nieobyczajne. Ale duchowni wynaleźli i na to sposób spisując swoje formuły na kartkach (literae, ‘listy’), które przykładane były do ciała rodzącej kobiety. Stąd też formuły te znikają od XIII wieku z ksiąg liturgicznych i przekazywane są wyłącznie w zapisach świeckich. Przypuszczalnie były one odmawiane przez świeckich, czemu służyły tłumaczenia sporządzone przez duchownych. Trudno powiedzieć, na ile były skuteczne, ale skoro takie metody wprowadzono, to najwyraźniej zapotrzebowanie na nie było. Przeczytane u Franza formuły błogosławieństw są zdecydowanie niższych lotów liturgicznych, niż to, co dotychczas przedstawiliśmy i nie dziwi nas fakt, że modlitwy zaczęły z ksiąg liturgicznych znikać. Mimo to zamieścimy jedną formułę, która wydaje nam się dosyć znośna,[2] a którą może odmawiać ojciec, oczywiście po łacinie, towarzyszący w porodzie:

Pro dolore partus [dic ad mulierem]:

Anna peperit Samuelem; Elisabeth genuit Johannem; Anna genuit Mariam; Maria genuit Christum. Infans, sive masculus sive femina, exi foras. Te vocat salvator ad lucem. Sancta Maria peperit salvatorem, peperit sine dolore. Christus natus est de virigine. Christus te vocat, ut nascaris. Exinanite. Exinanite. Exinanite.

Postea ter Pater noster.

Przy bólu porodowym [mów do kobiety]:

Anna zrodziła Samuela, Elżbieta zrodziła Jana, Anna zrodziła Maryję, Maryja zrodziła Chrystusa. Dziecię, czy jesteś męskie czy żeńskie, wyjdź na zewnątrz. Ciebie wzywa Zbawiciel na światło. Święta Maryja zrodziła Zbawiciela, zrodziła bez bólu. Chrystus zrodzony został z dziewicy. Chrystus Cię wzywa, byś się narodził. Burzcie się. Burzcie się. Burzcie się.

Następnie odmówić trzy razy Ojcze nasz.

In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti. Amen. De viro vir ; virgo de virgine. Vicit leo de tribu Juda, radix David. Maria peperit Christus, Elisabeth sterilis Johannem Baptistam. Adiuro te, infans, per Patrem et Filium et Spiritum Sanctum, sive sis masculus an femina, ut exeas de vulva ista. Exinanite. Exinanite. Johannes † Lucas † Marcus † Mathaeus † pandunt † eserunt † terbunt.

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Z męża mąż, dziewica z dziewicy. Zwyciężył lew z plemienia Judy, odrośl Dawida. Maryja zrodziła Chrystusa, Elżbieta niepłodna zrodziła Jana Chrzciciela. Zaklinam Cię, dziecię, na Ojca i Syna i Ducha Świętego, czy jesteś męskie czy żeńskie, byś wyszło z tego łona. Burzcie się. Burzcie się. Jan † Łukasz † Marek † Mateusz † ? † ? † ?.

Ponieważ poród trwać może długo, toteż powyższą modlitwę można powtarzać, aż ojciec nauczy się jej na pamięć. Zawiera ona w ostatniej części część egzorcystyczną, to jest wspomnienie zwycięstwa Chrystusa. Czy demony blokują sam poród? Bardzo możliwe, bo im dłużej trwa poród, tym bardziej odwlecze się chrzest. Niestety pod koniec tekst jest zepsuty, tak iż nie jesteśmy w stanie go przetłumaczyć. Już w XII wieku powyższe egzorcyzmy porodowe były rozbudowane o psalmy 1, 3 i 4, które odnoszono do przyszłych losów dziecka oraz psalm 147,13, który odnoszono do bólów porodowych.  Posługiwano się też Łk 1,79 („by oświecić tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają”) oraz Ps. 136,7 (exinanite, exinanite, «Burzcie, burzcie – aż do jej fundamentów!»), to jest niejako zburzenie murów łona blokujących wyjście dziecka na świat względnie wyzwolenie matki od owocu jej łona, bo każda ciąża musi się kiedyś skończyć.

 

W niektórych diecezjach, jak informuje ks. Franz,[3] co tydzień modlono się za kobiety w ciąży. Gdzie indziej dzwon kościelny dzwonił trzy razy, by przypomnieć innym o modlitwie za kobiety rodzące. Kobietom w ciąży czytano jeszcze przed porodem prolog św. Jana oraz męczeństwo św. Małgorzaty. Zalecano także odmawianie psalmów gradualnych u łoża rodzącej kobiety ze wzniesionymi ramionami.[4] U łoża położnicy nie brakowało także wody święconej, poświęconych świec ani relikwii. Ks. Franz opisuje także zwyczaje, przy których naprawdę trudno rozróżnić, gdzie się pobożność kończy, a przesąd zaczyna, jak np. owijanie różnych narządów kobiecych paramentami prymicjanta lub obwiązywaniem jej łona sznurem kościelnym. Kościół zabronił tych praktyk,[5] podobnie jak ‘listów’ przykładanych kobietom podczas porodu w różne miejsca. Zezwalano na wodę święconą, poświęcone świece oraz modlitwy. My wszyscy, którzy odkrywamy Tradycję Kościoła uświadamiamy sobie, że dawne modlitwy i praktyki są skuteczne. Stąd przy następnej ciąży i porodzie można wypróbować także praktyki i modlitwy przedstawione w niniejszym cyklu.

Pod jego koniec przyznać trzeba, że Średniowiecze miało o wiele bardziej normalne podejście do życia i porodu od naszych współczesnych czasów. Ponieważ wiedziano, że małżeństwo służy dzieciom, a tym ostatnim służy prokreacja, a skoro z dziećmi wiążą się liczne ciąże i porody, toteż zapewniano kobietom odpowiedni zapas łaski na te ciężkie chwile będące przecież także obowiązkiem  ich stanu. Obojętnie jak się sprawa kończyła fizycznie, w najgorszym razie śmiercią położnicy i poronieniem, kobiety w Średniowieczu czuły się z pewnością duchowo i psychicznie bezpieczne, gdyż wiedziały, że wszystko jest w rękach Boga, o czym zapewniały je stosowane sakramentalia oraz często obecny przy porodzie ksiądz. Ponieważ poród odbywał się rodzinnie, niekiedy z księdzem odmawiającym modlitwy u łoża, toteż rodząca czuła otoczona się opieką i miłością, zamiast zieloną maską chirurga na oddziale szpitala. Pewna znajoma piszącego te słowa, która rodziła w szpitalu w roku 1989 opowiadała, że czuła się dosłownie jak więzieniu, gdyż odebrano jej wszystkie osobiste rzeczy, a ona chciałaby mieć w tych chwilach “coś swojego”, co dodawałoby jej odwagi. Ponieważ w tamtych czasach izolowano rodzące kobiety od mężów, toteż sceny porozumiewania się położnic z ojcami dzieci przypominały sceny z więzienia. Panowie stali pod szpitalnymi oknami, a panie krzyczały do nich, co u nich słuchać i co mają im  z domu przynieść przynieść. To oczywiście wszystko mocno absurdalne, niegodne i nieludzkie oraz zakładające, że poród jest jakąś niebezpieczną chorobą zakaźną, podobnie jak ojciec dziecka, które trzeba od zdrowych ludzi izolować. Poród domowy, praktykowany przez wszystkich do czasów obowiązkowych porodów szpitalnych, rozwiązywał sporo problemów. Nie wiemy tego na pewno, ale niewykluczone, że kiedy żona w Średniowieczu rodziła mąż z wyciągniętymi rękami odmawiał na klęcząco psalmy gradualne i w ten sposób także uczestniczył w porodzie. Natomiast opiekę duchowną kobieta miała podczas ciąży, podczas porodu, tuż po porodzie oraz przy ponownym włączaniu się do publicznego życia. Zakładamy więc, że przy czwartym lub piątym porodzie wszyscy, tj. matka, ojciec, położna, ksiądz, teściowa, rodzeństwo i dalsza rodzina względem sąsiadki stanowili zgrany zespół, który z porodu na poród stawał się coraz lepszy. Co prawda wiele dzieci umierało tuż po porodzie, ale te natychmiast ochrzczone trafiały bezpośrednio do nieba. Wiele małżeństw nie może pogodzić się ze śmiercią dziecka w młodym wieku, chociaż to w sumie wielka łaska. Dziecko umierające przed możliwością używania rozumu trafia prosto do nieba, bo nie ma żadnych grzechów osobistych, a grzech pierworodny gładzony jest przez chrzest. Nie ma ono co prawda żadnych zasług, ale na ostatni stopień w niebie zasługuje i to bez trudów życia i cierpienia czyśćca. Czyż to nie piękne? Natomiast dzieci ochrzczone, który umierają później już w wieku rozumu z pewnością mają krótki i lekki czyściec i szybko orędują za rodzicami. Więc trzeba mieć wiele dzieci, gdyż wydając ludzi na świat zwiększa się szanse, że któreś z nich się zbawi. Jeśli mamy jednego nieudanego jedynaka od razu zaprzepaściliśmy 100%, a przy piątce czy ósemce te szanse na doczesny i wieczny sukces się rozkładają. Wydaje się także, że przekładanie seksu na dzietność odbiera złowrogą moc temu pierwszemu i wyjmuje go spod władzy diabła.

Ksiądz Ripperger mówi o darach stanu małżeńskiego, które otrzymuje się wraz z sakramentem ślubu. To prawda istnieją takie dary, ale można zapytać o to, gdzie one są przy tej masie rozwodów? Być może ujawniają się dopiero od któregoś dziecka wzwyż, gdyż Pan Bóg nie daje swoich darów na zmarnowanie?

“Człowiek rośnie wraz z zadaniami”,

jak mówią Niemcy, a każde kolejne dziecko, to kolejne zadanie. Każdy stan, do którego Pan Bóg nas powołuje, ma swoje obowiązki, zadania oraz związane z tym łaski. Ale łaski daje Pan Bóg tym, którzy wypełniają swoje obowiązki. Wydaje się, że mniejszość współczesnych małżonków wie, że ich obowiązkiem jest posiadanie i wychowywanie dzieci i to tylu, ile Bóg im da, a nie tylko tyle, na ile im antykoncepcja pozwoli. I być może dlatego w tak wielu małżeństwach tak się źle dzieje, chociaż ze światowego punktu widzenia mają wszystko. Dzieje się tak dlatego, że tych obowiązków nie spełniają, a przez to grzeszą zaniedbaniem. Grzech antykoncepcji czy naturalnej czy sztucznej  zaślepia i ogłupia, tak że łaski stanu małżeńskiego nie mogą się rozwinąć. Nie rozwijają się one oczywiście w konkubinacie, ani w małżeństwach niesakramentalnych, to znaczy w żadnych. Piszący te słowa od dłuższego czasu stara się zgłębić zasadę udzielania łaski przez Boga i wydaje się, że działa ona na zasadzie:

“Kto ma, temu będzie dodane. Kto nie ma, temu zabiorą to, co ma”.

Pan Bóg jako dobry ekonomista, gdyż po grecku oikonomia oznacza także Opatrzność Bożą, rządzi świat przyrodzony i nadprzyrodzony nie marnując ani łaski ani energii. I dlatego nie będzie  On dawał dodatkowej łaski stanu tym, którzy obowiązków swego stanu nie spełniają. A gdzie brak łaski, tam zaczyna się grzech.

A czy Pan Bóg nie dając łaski sam tym brakiem spełniania obowiązków stanu nie steruje?

Nie, gdyż udziela jej propter merita praevisa – “z powodu przewidzianych zasług”. Pan Bóg wie, czy zasługi będą, jakie będą, a skoro będą to da łaskę, bo wie, że nie da jej na próżno. Autor niniejszego wpisu od wielu lat obserwuje pewien zakon żeński, w którego pobliżu ostatnio mieszka. Z roku na rok jest pod względem duchowym coraz gorzej, a obecny kapelan, którego sobie siostry dobrowolnie wybrały, jest ich całkowitą ruiną, czego przynajmniej połowa sióstr nie zauważa. W kaplicy prawie nie jest odczuwalne, czy znajduje się tam jeszcze Najświętszy Sakrament, co kilka lat temu jeszcze odczuwalne było.  Można by rzec, że ponieważ siostry stają się coraz mniej uduchowione, toteż Pan Jezus coraz mniej do nich na zewnątrz wychodzi, by się sam nie kalać. Jego Obecność tli się jeszcze, ale coraz bardziej przygasa. I tak samo jest z sakramentem małżeństwa. Jeśli się z jego dobrodziejstw poprzez czyny nie korzysta, wówczas zanika on nie do poznania.  Ze studni, z której się nie czerpie, też nie ma świeżej wody. Przecież dzisiaj prawie wszyscy małżonkowie żyją wbrew swojemu małżeństwu, które jest sakramentem społecznym skierowanym na zrodzenie i wychowanie potomstwa. Człowiek uświęca się przez to, że żyje dla innych – współmałżonka i dzieci – i na tym polega jego szczęście, nad którym nie ma czasu się zastanawiać, jeśli jest obowiązkami swego stanu naprawdę zajęty. Przy jednym lub dwojgu dzieci każde małżeństwo wpada w próżnię i zaczyna samo się trawić, co kończy się zwykle rozwodem i rozglądaniem za kimś nowym. A tymczasem same założenia były błędne. Jeśli kupuję samochód, który ma sześć biegów, a jeżdżę jedynie w drugim biegu, to nic dziwnego, że kiedyś ten samochód się zepsuje, skoro nie jest użytkowany zgodnie z przeznaczeniem. Ludzie się boją nie wierząc, że Pan Bóg o nich zadba, także przez nich samych, bo sami nie wiemy, do czego jesteśmy zdolni, jeśli musimy. Więc spełniajmy obowiązki naszego stanu, a Pan Bóg się już o nas zatroszczy.

[1] Franz, Benediktionen, t. II, 198.

[2] Tamże, 200; CVP 1064, Bl. 17; z XIII wieku.

[3] Franz, Benediktionen, t. 2, 204.

[4] ZfDa XXXV 248 (Amann z CAltov XC, Bl. 63. XV wiek).

[5] Franz, tamże, 207.

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.