Guéranger, Herezja antyliturgiczna (1 z 4)

GuerangerHerezja antyliturgiczna – Dom Prosper Guéranger OSB

1º Pierwszym znamieniem herezji antyliturgicznej jest nienawiść do Tradycji wyrażonej w sformułowaniach używanych w kulcie Bożym. Nie da się nie zauważyć tej szczególnej cechy wszystkich heretyków — od Wigilancjusza po Kalwina ­a przyczyna tego jest łatwa do wyjaśnienia. Każdy sekciarz, który pragnie wprowadzenia nowej doktryny, niezawodnie staje w obliczu liturgii będącej najgłębszym, najlepszym wyrazem Tradycji, i od tej pory nie spocznie, dopóki nie zagłuszy tego głosu, dopóki nie porwie na strzępy owych stronic przypominających wiarę minionych stuleci. W istocie, w jaki sposób mogły zainstalować się i przejąć kontrolę nad masami luteranizm, kalwinizm, anglikanizm? Wszystko, co musieli zrobić, to zastąpić stare księgi i wyrażenia nowymi – i dzieło to zostało dokonane. Pozbyli się w ten sposób wszystkiego, co mogłoby niepokoić nowych kaznodziejów; mogli oni nauczać czegokolwiek chcieli, a wiara ludzi została w ten sposób pozbawiona wszelkiej obrony. Luter pojął tę prawdę z przebiegłością godną jansenistów, skoro u zarania swoich innowacji, gdy jeszcze sądził, że powinien zachować przynajmniej po części zewnętrzne formy rytu łacińskiego, stworzył następujące zasady zreformowanej liturgii:

„Przyjmujemy i zachowujemy introity na niedziele oraz święta Pana naszego, czyli Wielkanoc, Zielone Świątki i Boże Narodzenie. Powinniśmy obstawać przy używaniu całego psalmu w introicie, tak jak to było w dawnych czasach, ale z ochotą dostosujemy się do dzisiejszego zwyczaju. Nie ganimy nawet tych, którzy pragną zachować introity w święta Apostołów, Matki Boskiej oraz innych świętych, ponieważ te trzy introity zaczerpnięto z Psalmów i innych ksiąg Pisma”.[1]

Luter śmiertelnie nienawidził świętych śpiewów, które sam Kościół skomponował dla zamanifestowania swojej wiary. Herezjarcha wyczuwał w nich siły witalne Tradycji, których pragnał się pozbyć. Gdyby pozostawił Kościołowi prawo mieszania podczas zgromadzeń wiernych głosu Tradycji z proroctwami Pisma św. musiałby narazić się na konieczność słuchania, jak pieśń miliona ust potępia jego fałszywe dogmaty. Stąd jego nienawiść do wszystkiego w liturgii, co nie wynika bezpośrednio z Pisma św.

I to jest, w rzeczy samej, druga zasada sekty antyliturgicznej: zastępowanie sformułowań nauczania Kościoła czytaniami z Pisma Św. Przynosi im to dwie korzyści: po pierwsze, wycisza głos Tradycji, której sekciarze zawsze tak się obawiają. Po drugie, propaguje i wspiera ich dogmaty drogą negacji i afirmacji. Drogą negacji — gdy pomijają wyrachowanym milczeniem teksty, które wyrażają naukę przeciwną propagowanym błędom; droga, afirmacji — gdy akcentują wyjęte z kontekstu wersety, które ukazują tylko jedną stronę prawdy, zakrywając inne jej aspekty przed oczyma ludzi prostych. Wiadomo od wielu stuleci, że pierwszeństwo przyznawane przez heretyków Pismu św. przed definicjami Kościoła nie ma innego uzasadnienia, jak tylko ułatwienie uczynienia Słowa Bożego według ich własnych wyobrażeń i manipulowanie nim do woli. Protestanci zredukowali niemal całą liturgię do czytania Pisma św. połączonego z kazaniami, w których tłumaczy się Pismo metodą racjonalistyczną. Jeżeli chodzi o wybór i określanie kanoniczności ksiąg, wszystko poddano kaprysom reformatora, który ostatecznie określa literalne znaczenie Pisma Św. Tak więc Luter dochodzi do przekonania, że w jego systemie religijnym idea bezużyteczności dobrych uczynków oraz zbawienie wyłącznie przez wiarę powinny stać się dogmatami, a zatem od tej chwili stwierdza, to List św. Jakuba jest „słomianym listem”, a nie pismem kanonicznym, z tego prostego powodu, to list ten naucza o konieczności dobrych uczynków do zbawienia. W każdej epoce, w każdej formie sekciarstwa będzie tak samo: żadnych kościelnych formuł wiary, tylko Pismo św. ­ ale interpretowane, wybrane i prezentowane przez osoby, które wyglądają zysku z innowacji. Pułapka ta jest niebezpiecz­na dla ludzi prostych, którzy dopiero po długim czasie mogą spostrzec, że zostali oszukani oraz że Słowo Boże — ten „miecz obosieczny”, jak nazywali je Apostołowie — zadało im giębokie rany, gdyż zostalo zmanipulowane przez synów zatracenia.

3º Trzecią zasadą heretyków co do reformy liturgii jest, gdy już wyeliminowali sformułowania kościelne i proklamowali absolutną, konieczność korzystania wyłącznie z treści Pisma św., a zauważywszy, to Pismo — mimo ich chęci — nie zawsze daje się nagiąć do ich potrzeb, trzecią, powiadam, ich zasadą jest tworzenie i wprowadzanie rozmaitych formuł, pełnych podstępu, sprawiających, że ludzie jeszcze łatwiej wpadają w sidła błędu, a przez to struktura bezbożnej reformy umacnia się na całe wieki.

[wpedon id=”24285″ align=”left”]

 [1] Lebrun, Explication de la Messe, tom. IV, pag. 13.

Ten post ma 14 komentarzy

  1. Fides

    Prorocze wizje zakonnika, a chyba nie był charyzmatykiem i nie posiadała daru „proroctwa” :).

    To co spotykamy w dniu dzisiejszym w tzw. „Odnowie w w Duchu św.” i oczywiście nie tylko. Zatracenie reguły „Lex orandi, lex credendi”. Módl się jak chcesz, śpiewaj jak chcesz. Żadnego odniesienia do pism Kościoła, Tradycji. Tylko Pismo św. interpretowane coraz częściej „pod wpływem Ducha św.” czyli po swojemu. Reguły sprawowanie Najświętszej Ofiary, śpiewu to jakiś ciemnogród, puste rubryki, puste linijki. Szkoda, że doczekaliśmy takich czasów i bardzo duży procent dzisiejszych katolików nigdy nie zetknął się z Mszą św. Wszechczasów.

  2. Administracja

    No niestety. Jest jak jest. Dalsze fragmenty „Herezji antyliturgicznej” są jeszcze bardziej treściwe.

    1. Fides

      Mam jeszcze pytanie, czy jak dane Duszpasterstwo Tradycji odprawia wyłącznie Msze św. w rycie nadzwyczajnym na podstawie Mszału z 1962 r. to Święta, wspomnienia świętych następują według kalendarza sprzed reformy, czyli np. Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata obchodzona jest w ostatnią niedzielę października. Czy najbliższa niedziela będzie obchodzona jako Niedziela Miłosierdzia Bożego. A co ze wspomnieniami świętych, którzy zostali kanonizowani po 1970 r.

  3. Administracja

    Rzeczywiście mamy obecnie w Kościele „dwie formy rytu rzymskiego”, jak to określił papież Benedykt XVI, chociaż niektórzy mówią, że są to zdecydowanie dwa ryty oraz dwa obowiązujące równolegle kalendarze.

    W Starym Rycie wszystkie święta obchodzone są według kalendarza z 1960, który nie uwzględnia nowszych kanonizacji, czyli tych po 1960, ani też żadnych świąt wprowadzonych po Soborze. Kalendarz liturgiczny Starego Rytu może Pan znaleźć tu: http://divinumofficium.com/cgi-bin/horas/officium.pl#

    (Proszę w dolnej tabelce zaznaczyć: Rubrics 1960 lub Newcalender 1960, a następnie kliknąć u góry Kalendarium, inne dane np. Trident 1570 lub Trident 1910 oznaczają starsze kalendarze, które jednakże dzisiaj nie obowiązują, gdyż wedle Summorum pontificum można celebrować wyłącznie według kalendarza z 1960 roku i mszału z roku 1962. Oczywiście także przed Soborem bywały kanonizacje wprowadzające nowych świętych, co powodowało konieczność korekty brewiarzy lub mszałów. Działo się to jednak poprzez wklejanie nowych kartek, a nie poprzez zmianę całego kalendarza. Nowi święci wchodzili albo na dni bez świętych, których pod koniec XIX wieku było rzeczywiście coraz mniej, albo przypadali na dni, w których obchodzono już innych świętych. Wówczas „stary” święty otrzymywał często niższą liturgicznie rangę, a „nowy” wyższą, tak że np. o „nowym” była specjalna msza lub oficjum brewiarzowe a o „starym” tylko wspomnienie tzw. kommemoracja. Kwestiami tymi zajmowała się tzw. rubrycystyka, która przez Soborem była dosyć rozbudowana i stanowiła oddzielny przedmiot studiów. Nie jest to jednak aż tak skomplikowane jakby mogło się wydawać.)

    Oczywiście tego rodzaju paralelizm liturgiczny, żeby nie powiedziac schizofrenia liturgiczna w rozumieniu metaforycznym nie jest niczym dobrym, gdyż brakuje obecnie w Kościele:
    – jedności kultu, co spowodowane jest wieloma legalnymi opcjami odprawiania Novus Ordo oraz możliwością odprawiania Vetus Ordo,
    – jedności języka, języki narodowe w Novus Ordo oraz łacina w Vetus Ordo
    – jedności czasu, dwa legalnie obowiązujące kalendarze liturgiczne jeden z 2015 roku i jeden z 1960 roku.

    Dzięki temu każdy orze jak może, każdy czuje się wyobcowany, nikt nie ma pewności, jak być powinno, bo Novus Ordo to mnóstwo opcji, ktoś wyliczył, że dokładnie pięćset szesnaście milionów dziewięćdziesiąt sześć tysięcy sposobów. (http://breviarium.blogspot.de/2007/05/chaos-liturgiczny.html) Natomiast Vetus Ordo to kolejna opcja tym razem sama w sobie. Prowadzi to do animozji, konfliktów, wynoszenia się nad innych, a diabeł się cieszy, że tak sprytnie ludzi skłócił.

    Podobno pod koniec pontyfikatu Benedykta XVI komisja Ecclesia Dei miała zająć się dopasowaniem nowych świętych do kalendarza z 1960 roku, ale nie wiadomo, na czym stanęło. Podobno ta sama komisja miała tworzyć jakiś ryt hybrydę będący połączeniem Novus Ordo lub Vetus Ordo będącą jakąś nową formą rytu z 1965, bo jest też taki, ale zmianiał się on tak szybko, że został w 1969 zastąpiony przez Novus Ordo. Jednak tradycjonaliści bronią się zarówno przez nowym kalendarzem jak i kolejnym rytem, bo nowości mają naprawdę dość.

    Dlatego rzec rzeczywiście można, że dla miłośników Vetus Ordo czas stanął w miejscu, a mianowicie w roku 1960.

    Rozwiązanie tych kwestii należy rzeczywiście do papieża jako najwyższej władzy kościelnej w kwestiach liturgii względnie do kolejnego Soboru, tym razem dogmatycznego, a nie pastoralnego, co daj Panie Boże! Naszym skromnym zdaniem za jakieś 20 do 50 lat Kościół tak bardzo się skurczy i obumrze (na pewno wszędzie z wyjątkiem Afryki i może niektórych rejonów Azji), że pozostaną przede wszystkim zwolennicy Vetus Ordo i konsekwentnie Stara Msza wyprze Nową Mszę. Tego rodzaju rozwój ma już miejsce we Francji, gdzie 1/3 powołań, których jest bardzo mało, pochodzi spośród tradycjonalistów. Miejmy nadzieję, że kolejny Sobór lub papież te kwestie w przyszłości uregulują, ale przedtem będzie nas wszystkich bolało, bo boli już dziś.

    Jesteśmy w trakcie przygotowania cyklu artykułów na temat reform liturgicznych w XX wieku, co niestety trwa, bo mało co na ten temat z krytycznego punktu widzenia zostało opublikowane i w sumie należałoby prowadzić badania w archiwach wyszukując niepublikowane dokumenty.

    Naszym skromnym zdaniem żadna reforma liturgiczna w XX wieku nie była konieczna, zaczynając od reform papieża Piusa X, który zreformował w roku 1910 brewiarz, usunął część świętych, których uznał za niehistorycznych i niedzisiejszych, mocno ten brewiarz niestety zracjonalizował (np. w życiorysach świętych zlikwidowano sporo podań o cudach lub o działaniu złego ducha) i uczynił tym samym precedens, że w ogóle takie rzeczy robić można, bo wydaje się, że nawet Sobór Trydencki nie był aż tak radykalny. A potem się już zaczęło stałe reformowanie, którego końca nie widać, jak w socjalizmie, który się ostatecznie sam pogrążył. Niestety nie wiemy, skąd papież Pius X miał te swoje reformatorskie pomysły, kto za tym stał, kto te reformy od strony wykonawczej przeprowadził i jaka była ówczesna reakcja duchowieństwa, bo trudno założyć, że wszyscy byli zachwyceni. Należałoby w tym celu dotrzeć do źródeł, które z pewnością są bardzo powściągliwe w krytyce, bo inne czasy, a poza tym była cenzura i państwowa i kościelna. Jest rzeczą niezwykle tragiczną, że ten sam papież to jest św. Pius X, który tak intensywnie zwalczał herezji, głównie modernistyczne i bronił dyscypliny Kościoła, właśnie poprzez swoją reformę brewiarza uczynił pierwszy wyłom w liturgicznym murze.

    Dosyć łatwo wykazać jak bardzo wpłynęły na Sobór reformy Wielkiego Tygodnia Piusa XII, które zaczęły być opracowywane w roku 1949 w Rzymie, ale musiały być przemyśliwane dużo wcześniej. (Por. http://rorate-caeli.blogspot.com/2015/04/the-reform-of-holy-week-in-years-1951.html#more) Ale przed 1949 też to zarzewie gdzieś tkwiło, a mianowicie w części ruchu liturgicznego, który oczywiście także skądź swoje pomysły czerpał. Dochodzimy teraz to początku lat 1910-tych i tutaj się ślad, przynajmniej dla piszącego te słowa, urywa. Ale pożyjemy, zobaczymy i jeszcze coś napiszemy.

    1. Fides

      Dziękuję za odpowiedź.

  4. Administracja

    No proszę bardzo.

    Kwestie liturgii leżą nam na sercu, ale aby te kwestie rzetelnie opracować potrzeba naprawdę jakiegoś zespołu badaczy, którzy ruszą do archiwów. Częściowo tymi kwestiami zajmuje się New Liturgical Movement (http://www.newliturgicalmovement.org/), ale z tego, co nam wiadomo nikt się w czasy sprzed Piusa X jeszcze nie zapuścił.

    Z zewnętrznego punktu widzenia Sobór Watykański II jest cezurą, ale różne antyliturgiczne nurty trwały i działały podskórnie dużo wcześniej. Niestety dotarły one do najwyższej hierarchii Kościoła, bo np. sam Pius X poprzez swoją reformę kalendarza uwzględnił stary postulat jansenistów żądających prymatu niedzieli nad świętami świętych. Do roku 1910 jeśli np. święto świętego wyższej rangi np. Franciszka z Asyżu przypadało na niedzielę, to obchodzony był Franciszek zarówno na mszy, jak i w brewiarzu. Tylko największe święta np. Wielkanoc, Boże Narodzenie etc. nie mogły być zastępowane. Stworzyło to ten cały system rubrycystyki, co się kiedy co przenosi i dlaczego. (Szczegóły naprawdę dla koneserów, bo suche i po łacinie znaleźć można tu: http://divinumofficium.com/www/horas/Help/rubrics.html) O postulacie prymatu niedziel jansenistów wspomina także o. Gueranger. My też nie wiemy, komu to przeszkadzało, bo msza i tak po łacinie i czy będzie czytanie i ewangelia oraz modlitwa dnia o świętym czy z niedzieli może być przecież osobom nieznającym łaciny obojętne. Może ludziom to nie przeszkadzało, ale demonom? Oczywiście ostatnie zdanie należy traktować pół żartem, pół serio, w demony wierzymy, ale w rozum i wolną wolę także.

  5. Tomek

    Odnoszę wrażanie, że Tradycja urasta na tym forum do nowego bożka, którym chce się zastąpić prawdziwą wiarę w Ewangelię. Czy chcemy wierzyć w Tradycję, czy w Boga? Tradycja ewoluuje i w tym nie ma nic złego. Sam Jezus wielokrotnie pokazywał faryzeuszom, że nie ślepe przywiązanie do tradycji, zwyczajów, prawa jest najważniejsze. Tradycja jest dobra, jest potrzebna, ale nie jest to element naszej wiary. Każda tradycja miała kiedyś swój początek, a to znaczy, że nowe zwyczaje będące elementem nowej tradycji zastąpiły poprzednie zwyczaje – starą tradycję (zwyczaj obyczaj). Nie zastępujcie wiary w Ewangelię wiarą w tradycję. Niczemu dobremu to nie służy, a służyć może jedynie złemu.

    I to nie jest tak, że jeżeli ktoś nie traktuje tradycji jako jedynie słusznego wyznacznika swojego postępowania to od razu musi być wrogiem tradycji. NIE. Wiele osób szanuje, kocha tradycję (tak jak np. ja), ale w nią święcie nie wierzy.

    z Bogiem
    Tomek

  6. Tomek

    poprawka mojego do zdania w powyższym poście :
    (…) Sam Jezus wielokrotnie pokazywał faryzeuszom, że nie ślepe przywiązanie do tradycji, zwyczajów, prawa NIE jest najważniejsze (…)

  7. Administracja

    Nie podzielamy Pańskiej opinii, gdyż w katolickim rozumieniu, co łatwo wykazać, patrz choćby posoborowa konstytucja Dei Verbum, przekazicielem Objawienia jest Pismo Święte i Tradycja, a to pierwsze, np. określenie kanonu Nowego Testamentu, z Tradycji się wywodzi. Najpierw była Tradycja apostołów, a następnie Nowy Testament. Niestety widać, że podglądy te przejął Pan z neokatechumenatu, a ten od protestantów i nie tylko. Nie mamy w tej chwili czasu, żeby przytaczać wszystkie dogmaty, przeciwko którym Pan tym twierdzeniem występuje.

    Gdyż:
    1. Najpierw należałoby ukazać, co w sumie katolicyzmem jest, a następnie
    2. Co o katolickim rozumieniu Tradycji stanowi i to de fide czyli na podstawie najwyższych określeń dogmatycznych Kościoła.

    Niestety powyższa wypowiedż wybitnie dowodzi tezy, że ludzie, którzy w dobrej wierze do różnych posoborowych ruchów należą katolickich poglądów nie mają.

    To, co Pan pisze, wierzymy, że w dobrej wierze, głosili pierwsi reformatorzy, a w sumie już poprzedzający ich zwolennicy Wyclifa, a następnie XIX wieczni moderniści. Powyższe twierdzenia zostały zarówno explicite potępione, jak i uwzględnione przy pozytywnym przedstawieniu nauki katolickiej w konstytucji dogmatycznej Dei Filius, Soboru Watykańskiego I oraz Dei Verbum Soboru Watykańskiego II. Proszę przeczytać sobie nasz cykl „Wiara i rozum”. Nie jest on na temat katolickiego pojęcia Objawienia lub Tradycji, ale marginalnie na ten temat traktuje.

    Nie robimy z Tradycji bożka, tylko jesteśmy katolikami.

    W przeciwieństwie do filmu „Miś” nie twierdzimy, że: „dziś w naszym kraju narodziła się nowa, świecka tradycja”.

    PS. Głównym problemem w naszej dzisiejszej dyskusji jest brak zdefiniowania terminów. Pan stosuje potoczne i obiegowe pojęcie „Tradycji” lub „tradycji”, a nie pojęcie stricte teologiczne, o które nam tutaj chodzi i o. Guerangerowi również. Właściwe rozumienie Tradycji i tradycji, to nie tylko kwestia ilości świeczek na ołtarzu, czy siedzieć czy klęczeć, czy komunia do ust czy na rękę, ale całokształtu tego, na czym przekaz wiary polega. Wyczerpująca odpowiedź na wszystkie poruszone kwestie zajęłaby kilkadziesiąt stron, bo dotyczy rzeczywiście podstaw wiary katolickiej. Być może kiedyś ona nastąpi, ale nie teraz.

  8. Administracja

    Także poniższy fragment filmu „Miś” nie odpowiada teologicznemu rozumieniu Tradycji i tradycji w Kościele Katolickim. Informujemy tak, na wszelki wypadek.

  9. Tomek

    czyli jednak nie przytoczymy definicji, nie podamy, w którym miejscu powiedziałem coś nie tak, ale etykietkę swoją dostałem 🙂 . Nawiązując do Barei – zdjęcie an face i z profilu i dopisek „tego pana nie obsługujemy”. „Poglądy przyjąłem z Neokatechumenatu, a ten od protestantów” – to po prostu brzmi mało poważnie i przekonująco – takie sugestie są po prostu niedorzeczne.
    Wracając do pojęcia Tradycji i mojego stosowanie tego pojęcia – dokładnie tak w takim ujęciu to słowo zastosowałem. Dlatego właśnie, że większość uwag do neokatechumenatu (zaprezentowanych również na tej stronie) ma właśnie taki charakter – powtórzę : „kwestia ilości świeczek na ołtarzu, czy siedzieć czy klęczeć, czy komunia do ust czy na rękę”. Nie ma natomiast uchybień w Neokatechumenacie do tego co można określić jako (znowu powtórzę) „całokształt tego, na czym przekaz wiary polega”.
    Dlatego właśnie, kolejni następcy Piotra poczynając od Św. Jana Pawła II byli i są zwolennikami Drogi Neokatechumenalnej.

  10. Administracja

    @ Tomek.

    Szanowny Panie, nie ma co się obrażać, bo źle odczytał Pan nasze intencje.

    Nie napisaliśmy, że Panu tego nie podamy, ale że nie podamy tego w tej chwili, bo jest to bardzo praco- i czasochłonne. A my w tej chwili i dzisiaj nie mamy na to czasu. Ponieważ z Pana wypowiedzi wynika, że nie ma Pan wykształcenia teologicznego, dlatego nie jest Pan w stanie ocenić, ile pracy trzeba, żeby czyjeś krótkie zdanie rozwikłać i z Tradycją Kościoła skonfrontować. Niestety większość wypowiedzi doktrynalnych Kościoła nie jest na polski tłumaczona, trzeba to zrobić samemu i to z łaciny, uwzględnić lektury pomocnicze, wszystko usystematyzować i przedłożyć w ogólnie zrozumiałym języku etc. etc. Jest to zatem pisanie naukowego artykułu z dziedziny teologii, żeby ludzie odnieśli z tego jakiś pożytek. To trwa.

    Otrzymał Pan dwie lektury:
    1. Divinum Verbum
    2. Dei Filius
    2. Cały cykl „Rozum i wiara”, który jest naprawdę długi i treściwy i stanowi także jeszcze niepełną odpowiedź na pytanie innej czytelniczki.
    Po tej lekturze sporo kwestii się Panu wyjaśni. Pozycji 1. do 3. jest na oko jakieś 130 stron. Ma Pan więc, co robić, jeśli zechce Pan z tej sugestii skorzystać.

    Nie lekceważymy Pana, ani Pańskich poglądów, tylko nie chcemy odpowiadać na tak zasadnicze pytania powierzchownie, a rzetelna odpowiedź zajmie przynajmniej klikadziesiąt godzin opracowywania wyłącznie tego tematu. Kwestia tego czym Tradycja jest, a czym nie jest oraz kto i dlaczego o tym orzeka jest dosyć szeroka i niestety określenie neokatechumenatu „całokształt tego, na czym przekaz wiary polega” jest delikatnie mówiąc, nieprecyzyjne, bo czym jest „całokształt”: Orzeczeniami Soborów (których i dlaczego?) Katechezą katechisty? Ilością świeczek?

    Poza tym, jeżeli coś jest napisane, a nie ponad wszelką wątpliwość udowodnione łatwo temu coś zarzucić, jak czyni Pan teraz z naszymi wypowiedziami na temat neokatechumenatu.

    Blog ten jest prywatnym blogiem, na którym pisują także teologowie. Nie jest to jednak czasopismo naukowe z listy Filadelfijskiej ani wypowiedź doktrynalna Magisterium, dlatego nie wszystkie wpisy i artykuły na tym blogu muszą spełniać wszystkie możliwe standardy naukowej i teologicznej rzetelności, które, jak to zwykle bywa, w sumie rozeznać i docenić są wyłącznie ci, którzy sami takich standardów przestrzegają, bo mają ku temu odpowiednie wykształcenie.

    Ponieważ wiemy, że naszym cyklem na temat neokatechumenatu narobimy sobie mnóstwo wrogów, dlatego naprawdę solidnie to przygotujemy. Bez obaw. Nie lękamy się konfrontacji.

    Analizą protestanckości neokatechumenatu zajmiemy się wówczas, gdy na temat neokatechumenatu nasz cykl napiszemy. Zacytujemy tam także Pańskie powyższe wypowiedzi. Spokojnie, wszystko będzie, ale jeszcze nie dzisiaj.

    Ma Pan na tym blogu naprawdę co czytać, czekając na odpowiedź na temat Tradycji i neokatechumenatu, jeśli Pan zechce.

  11. Tomek

    Ależ ja się nie obrażam – skąd takie przypuszczenie (może powinienem 🙂
    Stwierdzam tylko fakt, że Państwo przyczepiacie bezpodstawne etykietki. Jeżeli sprawiłem wrażenie obrażonego, to przepraszam – nie chciałem swoim postem takiego wrażenia wytworzyć. Na stwierdzenie, że DN przejmuje poglądy czy zwyczaje od protestantów, nie można się obrazić, co najwyżej uśmiechnąć.
    Będę zatem czekał cierpliwie na całość cyklu o Neokatechumenacie. Ufam, że sięgniecie do źródeł, że zapoznacie się z treścią katechez (jest wiele nagrań w internecie), że nie będzie przekłamań w postaci uogólnień na podstawie jakichś pojedyńczych zdarzeń patologicznych, czy wypowiedzi wyrwanych z kontekstu. W ten sposób zawsze można wykreować nową nieprawdziwą rzeczywistość nie oddającą w istocie prawdy o całokształcie. Ufam, że przytoczycie również pozytywne wypowiedzi papieży takie jak np. :
    ostatnia papieża Franciszka : „Droga Neokatechumenalna jest prawdziwym darem Opatrzności dla Kościoła naszych czasów”.
    Ufam, że będą też informacje liczbowe dotyczące DN (liczba misji, liczba powołań kapłańskich, liczba seminariów Redemptoris Mater, ….) oraz informacje o wysiłkach i zasługach na polu Ewangelizacji (ewangelizacja na placach).

    Martwi mnie trochę, że zakładają Państwo z góry, że narobią sobie „mnóstwo wrogów” tym cyklem. Zapewniam, że nawet gdy posypią się głosy krytyczne ze strony członków DN, to nie będą to głosy „wrogie”. Prawdziwych wrogów na tym padole zapewne mamy wspólnych.

    Życzę zatem udanej i przyjemnej pracy i oby Duch Św. nad tym czuwał.

  12. Administracja

    @ Tomek.

    Postaramy się zrobić to dobrze, ale artykuł będzie ukierunkowany na niebezpieczeństwa neokatechumenatu, a nie na jego pozytywy, które także są, bo inaczej nie byłby zatwierdzony, a nadal jest.

    Nie możemy obiecać, że uwzględnimy wszystkie możliwe publikacje na jego temat, pisma i wypowiedzi założycieli, katechezy, wypowiedzi papieży etc. we wszystkich językach, bo nie będzie to ani rozprawa habilitacyjna, ani encyklopedia neokatechumenatu, a jedynie wpis na prywatnym blogu będącym teologicznym artykułem naukowym lub przynajmniej popularno-naukowym. Z tego co wiemy większość nauczania przebiega w neo ustnie, na zamkniętych konwiwencjach, więc co innego może być w oficjalnych pismach, a co innego może być rzeczywiście tam przekazywane. I to jest problem, nie tylko metodologiczny. Ponieważ nie mamy możliwości przemycenia do neo własnych informatorów, dlatego musi opierać się na cudzych świadectwach, a ze strony neo może zawsze paść argument, że to wyjątkowe, wyrwane z kontekstu przypadki.

    Po prostu zauważyliśmy, że ludzie obrzucają siebie tylko inwektywami, a nie tłumaczą z pozycji teologicznej, dlaczego coś jest złe, a co innego dobre.

    Ponieważ neokatechumenat jest ruchem w Kościele Katolickim, dlatego na tle nauki tegoż Kościoła i to całej, także tej przedsoborowej postaramy się, w naszym skromnym zakresie, sytuację i naukę neokatechumenatu, naświetlić.

    Na blogu tym pisze jedynie kilka osób (nie kilkanaście, ani kilkadziesiąt), a o neokatechumenacie napisze wyłącznie jedna, która też wszystkiego nie przeczyta. I dlatego metodologia tego cyklu będzie następująca:
    (a) Co jest katolickie i dlaczego? (b) Co jest neokatechumentalne? (c) Na ile (b) mieści się w (a)?

    Odpowiadając już teraz na ewentualne pytanie: „Jeśli jest to tak wątpliwe, to dlaczego jest to legalne?” Odpowiadamy ponieważ:
    (1) Hierarchia nie do końca wie, co się tam dzieje lub może także nie chce wiedzieć.
    (2) Neokatechumenat ma w Rzymie możnych protektorów.
    (3) Neokatechumenat prawie jako jedyny w Kościele prowadzi
    (a) uwieńczoną jakimś sukcesem działalność misyjną oraz
    (b) zwiększa populację katolicką poprzez ponadprzeciętną dzietność
    (c) oraz generuje powołania kapłańskie służące jednak w większości własnym celom.

    Dlatego też ostrzejsze sankcjonowanie neokatechumenatu, które za obecnego pontyfikatu z pewnością nie nastąpi, mogłoby spowodować schizmę.

    Na razie tyle na ten temat. Dziękujemy za kredyt zaufania i prosimy cierpliwie czekać.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy bezpłatny okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przełączenie przez administratora
Subskrybuj
error: Content is protected !!
×
×

Koszyk

%d bloggers like this: