Czujemy pismo nosem lub kard. Brandmüller, kan. 188 i rezygnacja Benedykta

Data

Posłuchaj
Oceń post

Celestine_V_Castel_Nuovo_Napoli (Na obrazku św. Celestyn V, którego mimo wszystko Dante za dezercję umieścił w piekle.)

Jak zwykle dobrze poinformowany niemieckojęzyczny portal katholisches.info prowadzony przez Włocha z serwerami w USA (tak, tak, tak międzynarodowy jest Kościół) przedstawił dzisiaj bardzo interesującą wiadomość potwierdzającą, naszym skromnym zdaniem, naszą tezę o rezygnacji Benedykta XVI pod przymusem, którą przedstawiliśmy w naszej częściowej polemice z Ann Barnhardt. W naszym wspomnianym artykule twierdzimy, że Ann Barnhardt się co prawda w swojej tezie o błędzie istotnym (error substantialis) całkowicie nie myli, ale bardziej prawdopodobnym, bo prostszym rozwiązaniem, jest ustąpienie pod naciskiem, który sprawia, iż rezygnacja w urzędu kościelnego staje się nieważna na mocy prawa.

Przytoczmy wspomniany kanon 188:

Kan. 188 – Mocą samego prawa nieważna jest rezygnacja pod wpływem ciężkiej i niesprawiedliwej bojaźni, podstępu, błędu istotnego lub symonii.

Kardynał Walter Brandmüller jest 87 letnim niemieckim historykiem Kościoła, byłym profesorem uniwersytetu w Augsburgu, w latach 1998-2009 kierownikiem Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, a w roku 2010 kardynałem. Odznacza się nie tylko wiedzą historyczną, ale i pewną, jak na warunki Kurii Rzymskiej odwagą, gdyż jako jeden z pierwszych zaczął zastanawiać się publicznie nad papieżem heretykiem, a tuż przed ukazaniem się Amoris Laetitia zaczął przed nią przestrzegać. Zatem nie jest z nim najgorzej, chociaż mogłoby być lepiej. Ale nie o osobie kardynała będzie teraz mowa, ale o jego argumentacji. W artykule naukowym pod tytułem Renuntiatio papae. Kilka refleksji historyczno-kanonistycznych, który wszyscy władający włoskim mogą sobie przeczytać kardynał nie tylko występuje przeciwko tezie Gänsweina o dwóch papieżach, ale, co interesuje nas bardziej, nakreśla ramy, w których taka abdykacja byłaby moralnie do przyjęcia, chociaż prawno-kanonicznie pozostaje możliwa.  Nie zamierzamy tutaj relacjonować wszystkich argumentów kardynała, które chyba prędzej czy później pojawią się w prasie polskie, a skupimy się jedynie na poparciu naszej tezy o rezygnacji pod naciskiem. Dlaczego to uczynimy? Ponieważ zakładamy, że kardynał żyjący w Rzymie i mający dostęp do różnych informacji czy plotek wie więcej od naszej redakcji i daje temu w zawoalowany sposób wyraz.

Pisze on bowiem, iż

„rezygnacja papieża tworzy sytuację w której zwolennicy byłego papieża niezadowoleni z papieża panującego stanowią zagrożenie dla jedności Kościoła i mogą nawet sprowokować schizmę.”[1]

Zatem przyjąć trzeba, że takie rzeczy się po prostu dzieją i do Benedykta napływają petenci mówiąc mu: „Larum grają, pułkowniku, o Ty śpisz!” lub tak jakoś watykańskim językiem. Potwierdził to sam Franciszek mówiąc, że Benedykt nie kwestionuje jego, Franciszka, władzy i jakichś tam petentów wyrzucił, bo bawarsku, na zbity pysk. Zdaniem Brandmüllera należałoby w przypadku przyszłej abdykacji wybrać via tutior, czyli drogę pewniejszą, jak uczy teologia moralna, aby przeciwdziałać niepewności w Kościele. Według niemieckiego kardynała kanon 332 § 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego, który mówi:

2. Gdyby się zdarzyło, że Biskup Rzymski zrzekłby się swego urzędu, to do ważności wymaga się, by zrzeczenie zostało dokonane w sposób wolny i było odpowiednio ujawnione (libere fiat et rite manifestetur); nie wymaga zaś niczyjego przyjęcia.

 Zdaniem kardynała odniesienie się w tym kontekście do kanonów 185 i 186 regulujących utratę urzędu kościelnego nie może mieć zastosowania. Kanony te brzmią:

Kan. 185 – Temu, kto utracił urząd przez osiągnięcie wyznaczonego wieku albo przez przyjętą rezygnację, można przyznać tytuł emeryta.

Kan. 186 – Utrata urzędu po upływie określonego czasu lub po osiągnięciu wieku następuje dopiero od momentu pisemnego zawiadomienia przez kompetentną władzę.

Kardynał twierdzi dalej, iż

„nie wystarczy proste oświadczenie, w którym dana osoba oświadcza, iż rezygnuje z własnej woli z urzędu, gdyż, zależnie od okoliczności, łatwo wymóc takie oświadczenie, przez co rezygnacja byłaby nieważna”.

Z tego rodzaju sytuacji, „może powstać schizma”, uważa kardynał. Już w tym miejscu zapytać się można, czy kardynał Brandmüller pisze o teoretycznej sytuacji w przyszłości, czy o fakcie z niedalekiej przeszłości, a mianowicie o rezygnacji Benedykta XVI? Może jakieś obietnice czy śluby składał, że nie powie, ale nie obiecywał, że nie będzie pisać artykułów naukowych. Zdaniem kardynała

„należałoby wprowadzić dokładne regulacje umożliwiające stwierdzenie, iż rezygnacja odbyła się dobrowolnie. Nie można także przyjąć ważności rezygnacji aż do udowodnienia przeciwieństwa, gdyż śmierć lub rezygnacja papieża wymaga natychmiastowej elekcji następcy. W przypadku gdyby po wyborze kolejnego papieża okazało się, że jego poprzednik nie ustąpił ważnie,” bo nie dobrowolnie, dodajemy my, „miałoby to katastrofalne konsekwencje”.

Czyli, jak piszemy z Ann Barnhardt, kolejny papież byłby antypapą, bo przypuszczalnie jest i tak teraz.

Kardynał sugeruje, iż wolność rezygnacji z urzędu papieskiego winna być potwierdzona przez trzech najstarszych urzędem kardynałów trzech klas kardynałów, to jest przez najstarszego rangą [w rozumieniu najdłużej sprawującego ten urząd] kardynała biskupa, najstarszego ragą kardynała prezbitera i najstarszego rangą kardynała diakona. Już podczas rezygnacji z urzędu Celestyna V. dyskutowano nad udziałem kardynałów w abdykacji. Dekret Quoniam Bonifacego VIII., bezpośredniego następcy Celestyna, podkreśla rolę kardynałów stwierdzając, iż rezygnacja Celestyna V. odbyła się

deliberatione habita cum suis fratribus cardinalibus .. de nostro et ipsorum omnium concordi consilio et assensu, czyli „po uprzedniej naradzie ze swoimi braćmi [w kapłaństwie Red.] kardynałami ..z naszą [Bonifacy pisze o sobie] i ich wszystkich zgodą i stwierdzeniem faktu [abdykacji]”.

Rolę kardynałów ukazuje także praktyka dworu papieskiego od XI wieku, kiedy to ważne dokumenty papieskie zawierały formułę de fratrum nostrorum consilio – „za poradą naszych braci”, które kardynałowie podpisywali formuła qui actui interfuerunt – „którzy aktem byli obecni”, w rozumieniu brali udział w decyzji. Ma to zastosowanie także i dzisiaj, gdy kardynałowie przed kanonizacją są wzywani do zabrania głosu.

Pomijając ciekawy rys historyczny oraz chwaląc wiedzę kardynała, której redakcji nigdy dosyć, warto zapytać, dlaczego dopiero trzy lata po rezygnacji Benedykta pojawia się taki artykuł naukowy. Oczywiście artykuły naukowe, nawet zupełnie twórcze i oryginalne, nie powstają z dnia na dzień, ale nie potrzeba do nich także trzech lat. Być może kardynał Brandmüller chce nam coś powiedzieć, udając, co tego nie czyni. A jednak to robi przedstawiają problemy, które jego zdaniem, należy „pilnie” rozwiązać. Są nimi:

  1. Status byłego papieża. Wzorując się na przeszłości były papież po swojej rezygnacji winien być mianowany kardynałem, ale pozbawiony czynnego i biernego prawa wyborczego w następnym konklawe.
  2. Określenie byłego papieża. Aby uniknąć wrażenie, iż mogą istnieć dwaj papieże, byłoby rzeczą wskazaną, aby były papież na powrót przyjął swoje przedpapieskie nazwisko. Także kwestia ubioru winna być w ten sposób uregulowana.
  3. Nie bez znaczenia jest przyznane mu miejsce przebywania i utrzymanie.
  4. Pewnym problemem pozostaje regulacja jego kontaktów ze światem i z mediami, tak by z jednej strony zachowana została jego godność własna, z drugiej strony wykluczone zostało niebezpieczeństwo dla jedności Kościoła.
  5. Należy utworzyć własny ceremoniał dla papieża zmarłego po abdykacji, który musiałby się odróżniać od ceremoniału zmarłego papieża panującego.

Co prawda watykańskie i kardynalskie młyny mielą powoli, ale punkty 1. do 4. przeczytać było można już kilka tygodni lub miesięcy po abdykacji Benedykta. Także ci komentatorzy przywoływali precedensy z przeszłości, że nikt nie chodził nadal w białej sutannie, nie zachował imienia papieskiego i nie rezydował jednak nadal w Watykanie. Dlaczego zatem kardynał Brandmüller pisze o tym dopiero teraz? Wydaje się, że odpowiada on tym na tezę Gänsweina oraz na fakt, że najwyraźniej jacyś dostojnicy szturmują Benedykta, żeby coś zrobił, a Benedykt biedny nie może, bo go cały czas szantażują. Wynika z tego, że abdykacja Benedykta jest przynajmniej wątpliwa, gdyż odbyła się pod wpływem bojaźni ciężkiej, co już sugerowaliśmy.

Dzisiejsze wiadomości w The Eponymous Flower informują także o wypowiedzi arcybiskupa Gänsweina, który rzekomo nie ma ambicji objęcia jakiejkolwiek diecezji w Niemczech.[2]  Jest to wypowiedź przynajmniej dziwna, gdyż 60 letni arcybiskup jest w najlepszym wieku do objęcia biskupstwa, skoro trudno zakładać, że do końca życia chce być sekretarzem Benedykta, który już długo nie pożyje. Kilka lat temu uważało się właśnie jego za odpowiedniego kandydata na arcybiskupa i kardynała Kolonii, z czego nic nie wyszło. Gänswein sugeruje, że żadna kapituła katedralna, która zgodnie z konkordatami niemieckimi głównie wybiera kandydatów na biskupów, jego nie wybierze, bo jest jakby spalony jako zbyt konserwatywny i papieski. Częściowo ma i rację, a częściowo nie, bo sporo katolików niemieckich, czyli tych nielicznych niedobitków, bardzo chętnie by go przyjęło i widziało, ale, jak pisze The Eponymous Flower, Gänswein nosi najwyraźniej na sobie „znamię kainowe”. O jakie znamię chodzi? Przypuszczalnie o to, że to właśnie Gänswein był uwikłany w coś, czym szantażowano Benedykta, a o czym „grupa trzymająca władzę” wie i przekaże w Niemczech komu trzeba.

Tę teorię potwierdzają wypowiedzi David Bergera sprzed kilku lat. Berger jest ciekawą osobą ukazującą do czego prowadzi grzech. Był on wschodzącą gwiazdą konserwatywnej, tradycjonalistycznej i tomistycznej teologii niemieckiej, był najmłodszym wiekiem profesorem na dominikańskim Angelicum, konsultorem Kongregacji ds. Wiary, obrońcą wiary i tomizmu, aż okazało się, że był przez ta całe lata homoseksualistą i swoją rzymską karierę zawdzięcza także, bo miejmy nadzieję, że nie głównie, homoseksualnemu „łóżku”. Najwyraźniej charamsił się z kim trzeba. Skandal był więc wielki, bo najpierw ujawniono Bergera, a potem on sam się ujawnił. Chociaż tyle lat kłamał, żył w grzechu, a teraz już całkowicie się w nim tarza będą redaktorem czasopisma homoseksualnego, to mimo wszystko nie można z góry zakładać, że we wszystkim zawsze kłamie. Homoseksualiści wszystkich krajów ze sobą plotkują (to inne też robią, ale nie o tym mowa), są dobrze poinformowani i mają poprzez swoje układy (dwuznaczność zamierzona) dostęp do różnych informacji. Otóż tenże Berger we własnym artykule z marca 2014 roku dla n-tv.de, portalu telewizji informacyjnej, który prawdopodobnie weryfikuje swoich autorów i ich źródła, informuje, iż w jednym z dokumentów z Vatileaks, który on, Berger, widział mowa jest o układach homoseksualnych i o prałacie G.G. za plecami Benedykta.[3] Jak wynika z dokumentu inicjały G.G. mówią, tak utrzymuje dalej Berger, o Gänsweinie. Dokument ten został, jak podaje Berger, napisany przez byłego współpracownika Papieskiego Sekretariatu Stanu piszącego pod pseudonimem Michele degli Archangeli. Tenże Archangeli został wydalony z powodu przewinień natury obyczajowej, t.j. z powodu charamszenia się, z dyplomatycznej służby Watykanu, żyje, jak utrzymuje Berger, w południowych Niemczech, opisując, co przeżył w Watykanie i udostępniając tę wiedzę odpowiedzialnym, przypuszczalnie też kanonikom kapituł katedralnych, nie bez zamysłu zemsty, tyle Berger. Berger uważa, że pomówienia Gänsweina nie są prawdziwe i może i tak jest, ale naszym zdaniem najwyraźniej dotarły już do różnych kapituł katedralnych i wydają się na tyle przekonujące lub dobrze spreparowane, że dano im wiarę. Można zapytać, czy przy niemieckim przysłowiowym liberalizmie tego rodzaju zarzuty odgrywają jakąś rolę? Odgrywają wtedy, gdy mogą być lada moment przedstawione i wyciągnięte z zaplecza, bo jednak biskup diecezji nie może być podatny na szantaż, tym bardziej w Niemczech, gdzie jest on równocześnie wysokim urzędnikiem państwowym. Może Gänswein jest niewinny i przez to cierpi, a w takim przypadku może odpokutować za grzechy i zaniedbania, a my go z góry przepraszamy powtarzając plotki na jego temat. Jednak jego wypowiedź o tym, że mu na biskupstwie w Niemczech nie zależy w kontekście całej tej historii jest mało przekonująca, a bardziej przekonuje fakt, że jest już w jakiś sposób spalony, co jakoś też sam przyznaje. Smutne to wszystko, żenujące i tragiczne, ale potwierdzające naszą teorię o rezygnacji pod naciskiem, która jest nieważna.

Ten wpis zakończymy pozytywny stwierdzeniem, że najwyraźniej też coś zaczyna drgać w Watykanie, gdyż w przeciwnym razie artykuł, oczywiście ściśle historyczny i naukowy, kardynała Brandmüllera nigdy by się nie ukazał.

 

[1] http://www.katholisches.info/2016/07/18/kardinal-brandmueller-figur-eines-emeritierten-papstes-birgt-grosse-gefahren-fuer-einheit-der-kirche/

[2] http://eponymousflower.blogspot.de/2016/07/ganswein-no-ambition-to-head-german-see.html

[3] http://www.n-tv.de/panorama/Warum-Benedikt-XVI-wirklich-zuruecktrat-article12377046.html

 

Pełen dostęp do treści i komentarzy dla subskrybentów. Zaloguj się lub przejdź do Rejestracji.

 

Nasze subskrypcje

Miesięczna

Indywidualna

29,90 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Roczna

Indywidualna

299 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subkskrybuj

Rodzinna miesięczna

Do 6 osób

49,90 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Rodzinna roczna

Do 6 osób

499 zł

7 dniowy zniżkowy okres próbny
Subskrybuj

Przelewem za 3 Miesiące

Indywidualna

90,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 6 Miesiący

Indywidualna

180,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Przelewem za 12 Miesięcy

Indywidualna

330,00 zł

Ustaje automatycznie, przyłączenie przez administratora
Subskrybuj

Więcej
wpisów

You cannot copy content of this page
×
×

Koszyk

Tradycja i Wiara