O. Alfons Rodriguez TJ – O doskonałości chrześcijańskiej Dział I (13 z 15)

ROZDZIAŁ XIII

O innych środkach wiodących do doskonałości i postępu w cnocie.

Bądźcie wy tedy doskonali, jako i Ojciec wasz Niebieski doskonały jest” (Mat. V. 48), wyrzekł Zbawiciel do ludu, a Św. Cyprian rozbierając te słowa, powiada: jeżeli Ojciec wielkiej doznaje radości, gdy syn jego podobny jest do niego z twarzy, ileż większa jest radość Ojca Przedwiecznego, gdyśmy tak odrodzeni duchownie, iż wszystkie nasze czynności i postępki prawemi Jego dziećmi nas głoszą? Nie jestże to osiągnąć palmę sprawiedliwości i koronę chwały, być takimi, iżby Stwórca nie mógł o nas powiedzieć: „synów wykarmiłem i wywyższyłem, a oni wzgardzili mną” (Jer. I. 2.), ale owszem, aby wszystkie czynności nasze szły na chwałę Ojca Niebieskiego: prawdziwa bowiem Jego chwała jest mieć dzieci tak podobne do Niego, iżby przez nie był sławiony i wielbiony.

Ale jakimże sposobem zdołamy stać się podobni Ojcu Niebieskiemu? Oto Św. Augustyn w kilku słowach tak nam wyjaśnia: „im bardziej sprawiedliwi będziemy łącząc się z Bogiem, tem podobniejsi Jemu staniemy się”. Im więcej dołożymy starań w uświęceniu i w udoskonaleniu swej duszy, tem bardziej zbliżymy się podobieństwem do Ojca Przedwiecznego. Dlatego Jezus Chrystus tak bardzo pragnie widzieć w nas doskonałość i świątobliwość, zalecając je często ludziom. W Jego Imieniu i za Niegoż Św. Paweł przemawia do nas: „Bóg żąda od was, abyście Świętymi byli” (I. Thes. IV. 4), a książę Apostołów dodaje: Bądźcie świętymi, iżem ja jest Święty (I. Petri. I. 16). Wielką zaprawdę przynoszą rodzicom pociechę dzieci mądre, o czem Duch Święty mówi przez usta Salomona: „Mądry syn rozwesela ojca, a syn głupi smutkiem jest matce swojej” (Prov. X. 1). Trzeba nam więc dążyć do doskonałości, dlatego głównie, aby przypodobać się Bogu, którego zadowolenie, cześć i chwała powinny być zawsze główną pobudką czynności naszych. Jednakże, abyśmy tylą zniewalani pobudkami tem usilniej starali się o co raz większą doskonałość, przywodzę tu inne jeszcze środki, ułatwiające nabycie doskonałości.

Przyczyna, dla której Pismo Święte nazywa nas tak często dziecmi Bożymi, już to przez usta Proroków tylekroć powtarzających: „Ja wam będę za Ojca, a wy mnie będziecie za syny”, już przez św. Pawła, który upomina: „Bądźcie naśladowcami Bożemi jako synowie najmilsi” (Ephes. V. 1); już przez Św. Jana kiedy mówi: „Patrzcie, jaką miłość dał nam Ojciec, żebyśmy się synami Bożemi zwali i byli” (Joan. III. 1), i w innych wielu miejscach; przyczyna, mówię, dla której toż samo powtarza nam często Pismo Święte jest ta, jak utrzymuje Św. Augustyn, iżbyśmy widząc i rozważając godność naszego pochodzenia i zacność duszy, cenili je więcej, a tem samem troskliwiej unikali wszystkiego co się okaże niegodnem naszego wysokiego rodu. Ochraniamy, dodając tenże Święty bogatej i pięknej sukni, strzeżemy jej, aby się żadna na niej nie zrobiła plama, a ostrożność tę do wyższego jeszcze posuwamy stopnia, gdy idzie o drogie kamienie lub inne przedmioty kosztowne; więc i Pismo Święte mówiąc o naszej godności, powtarzając często, iż jesteśmy dziećmi Boga, i że sam Stwórca jest naszym Ojcem, nie co innego ma na celu, jak utrzymanie nas w czystości i w niewinności życia, bo chce, abyśmy działali w duchu tego pochodzenia i abyśmy przejęli się wzniosłością uczuć, jakiemi ono nas powinno natchnąć. Zdanie to popiera Św. Leon Papież słowami: „Znaj o Chrześcijaninie! Godność twoję, a uczestnikiem będąc natury Bożej, nie wracaj do dawnej nikczemności, zbytecznem rzeczy doczesnych zamiłowaniem; pamiętaj jakiej głowy i jakiego ciała członkiem jesteś” Toż samo i Św. Paweł przedstawia Ateńczykom: „Boga rodzaj jesteśmy, czyli Boskiego rodzaju” (Ath. XVII. 28). chem chciał w nich obudzić uczucia godne ich rodu.

Inny powód, o którym już nadmieniliśmy w jednym z rozdziałów poprzedzających, powinien także zachęcać nas do doskonałości, to jest: że należy ciągle pamiętać, iż mamy jeszcze długą do odbycia drogę, a dotąd żadnego jeszcze postępu nie uczyniliśmy. Zaleca nam to sam Zbawiciel, mówiąc: „Bądźcie doskonałemi, jako i Ojciec wasz Niebieski doskonały jest” (Math. V. 48). Cóż znacżą te słowa? Zdołamy kiedy zrównać w doskonałości Ojcu Niebieskiemu? „Azaż człowiek Bogu przyrównany, będzie usprawiedliwion?”(Job. IV. 17). Nie, bez wątpienia, bo do jakiegokolwiek stopnia doskonałości dojść potrafimy, zawsze niezmierny będzie przedział między naszą a Jego doskonałością. Jezus Chrystus przez napomnienie: „Bądźcie doskonałemi jako Ojciec wasz Niebieski doskonały jest” chce nam dać poznać, iż w zawodzie cnoty nie ma granic, że nie powinniśmy przestawać na tem co się już wykonało, ale pracować ciągle nad nabyciem czego nam nie dostaje.

Najpewniejszą, jak utrzymują słusznie Ojcowie Święci oznaką, iż człowiekowi wiele do doskonałości brakuje, jest mniemanie, że już ją osiągnął: bo im większy czynimy postęp na drodze życia duchownego, tem dokładniej widzimy, iż małośmy postąpili. Św. Bonawentura powiada: im się bardziej zbliżamy ku wierzchołkowi góry, tem więcej krain odkrywa oko nasze; a przeto idąc na górę doskonałości im bliżsi jesteśmy jej szczytu, tem lepiej niezmierzony rozłóg cnoty spostrzegamy. Patrząc z daleka na wysoką górę, zdaje się nam tak mały między nią a Niebem przedział, iż można ręką Nieba dostać; lecz kiedy po długiej podróży wejdziemy aż na jej szczyt przekonamy się, że jeszcze niezmiernie wielka jest odległość szczytu góry do Nieba. Tak samo dzieje się z temi, co postępują na drodze doskonałości: coraz dokładniej poznają i miłują Stwórcę. Św. Cyprian tłumacząc słowa Psalmisty: „ Przystąpi człowiek do serca wysokiego i Bóg podwyższon będzie” (Ps. LXIII. 7), powiada: że poznając stopniowo coraz lepiej Boga, coraz Go bardziej aż do nieskończoności wyższym widzimy. Jakkolwiek będziesz usiłował poznać Stwórcę i choćbyś największą miłością pałał ku Niemu, zawsze między Nim a tobą nieskończony jest przedział. Słowem, nigdy nie przebieżemy drogi doskonałości, a kto sądzi, że ją przebiegł temu jeszcze bardzo wiele do przebycia pozostaje i dlatego łudzi się, że ręką Niebios dosięgnie.

Rzecz ta lepiej jeszcze da się wytłumaczyć postrzeżeniem uczynionem nad umiejętnością ludzką, w którą im głębiej zajdziemy, tem bardziej przekonamy się, że wiele jeszcze do nauczenia się nam pozostaje. Dlatego najmędrszy z filozofów wyrzekł: „To jedno umiem, że nic nie umiem”. I ów słynny muzyk z boleścią mawiał: „Nie znam sztuki mojej doskonale, bo odkrywam w niej rzeczy tak wielkie, iż nigdy doskonałego ich wykonania nie dojdę”. Inaczej zaś dzieje się z nieumiętnemi: ci bowiem nie wiedząc ile im jeszcze nie dostaje i ajk wielka jest przestrzeń umiejętności, łatwo wierzą w ogrom nauki własnej. Tak samo rzecz się ma z poznawaniem Boga: ci co w niem najwyżej posunęli się, wiedza, że jeszcze dalecy są od doskonałości, dlatego im dalej człowiek postępuje w tej nauce, tem się pokorniejszym staje, bo rosnąc w inne cnoty, rośnie też i w pokorę, jest bowiem nierozłączne jedno od drugiego; jak oraz dlatego, że w miarę poznawania dobroci i wielkości Boga, poznaje również własną nieudolność i dokładniej przekonywa się o swej ułomności i nicestwie. „Przepaść przepaści przyzywa” (Ps. XLI. 8) mówi król Prorok, to jest: przepaść poznawani dobroci i potęgi nieskończonej Boga, odkrywa nam przepaść i głębię naszej nieudolności. Wszakże to za pomocą promieni światła Bożego widzieć możemy najdrobniejsze szczegóły własnej niedoskonałości i jak nam wiele jeszcze brakuje do wykształcenia się w cnocie; to zaś, co się w niej kształcić dopiero zaczyna, nie świadom jak wielkich potrzeba usiłowań do jej nabycia, mniema częstokroć, że ją posiada już w najwyższym stopniu. Ileżto razy człowiek nie mający pojęcia o malarstwie podziwia piękność obrazu i nie widzi w nim błędów? Ale biegły malarz, gdy rzuci nań okiem, wytknie od pierwszego wejrzenia wiele niedokładności. Toż samo się dzieje w rzeczach duchownych: kto nie umie poznawać samego siebie, ten nie widzi wad i niedoskonałości własnych; biegły zaś w tej umiejętności zaraz je dostrzeże.

Wszystko to niech nas pobudza do czynienia ciągłego postępu w dobrem.

Słowa Chrystusa: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości” (Math. V. 6), tak tłumaczy Św. Hieronim: którzy nie mają się nigdy za doskonałych, ale pracują nad swojem doskonaleniem bezustannie. „Więcej mnie obmyj, woła Dawid, z nieprawości mojej i od grzechu mego oczyść mię” (Ps. L. 4), jakby mówił: nie dość mi na tem mieć białość i czystość zwyczajną: pragnę, „abyś mnie tak obmył, iżbym nad śnieg był wybielony” (Ps. L. 9). Powtarzajmy i my: Obmyj mnie Panie coraz więcej, udziel mi więcej pokory, więcej cierpliwości, więcej miłości, więcej chęci do umartwień i zupełniejszego zdania się we wszystkiem na Twoją wolę!

 

Reklamy

14 thoughts on “O. Alfons Rodriguez TJ – O doskonałości chrześcijańskiej Dział I (13 z 15)

    1. Jeżeli Redakcja widzi moje szkice, to napisałem mały wpis. Niech Redakcja zobaczy czy się nadaje i jeśli tak to opublikuje.

      1. @hieronimusm
        Rousseau? Nadaje się, ale ja wyczekuję z utęsknieniem na Tylkę, o którym była już mowa. Jak Pan zupełnie nie może, to niech da Pan znać, zrobię scany, ale chcę wiedzieć.

  1. Ważne, bo się skasowało. Próbuje po raz drugi z pomocą dyktafonu, bo niestety mnie ręce od tego ciągłego pisania bolą .

    Najpewniejszą, jak utrzymują słusznie Ojcowie Święci oznaką, iż człowiekowi wiele do doskonałości brakuje, jest mniemanie, że już ją osiągnął: bo im większy czynimy postęp na drodze życia duchownego, tem dokładniej widzimy, iż małośmy postąpili.

    Powyższy cytat jest świetnym dowodem na to, że tak zwany efekt Dunninga-Krugera działa wszędzie, także w dziedzinie życia duchowego.

    Zatem ludzie obiektywnie inteligentniejsi i lepsi uważają się za mało inteligentnych i gorszych i potrzebują dłużej od tych innych, by się o swojej wartości przekonać. Bo „wiedzą, że nie wiedzą”. To wyjaśnia mnóstwo fenomenów, ale znaczy także, że nie warto z głupszymi rozmawiać i ich uczyć, bo i tak nic do nich nie trafi. Rozmowa z głuchym. Ja zawsze uważałem, że ktoś nie rozumie, bo nie chce, a okazuje się, że nie może.
    I to uświadomiło mi, że te moje blogi będą czytane jedynie przez ludzi, którzy aż tak bardzo tego nie potrzebują, bo i tak są na dobrej drodze.

    „Kto ma temu będzie dodane”.

    Ci, którzy tej wiedzy rzeczywiście najbardziej potrzebują się do niej nie zwrócą, bo>
    1. będą uważać, że wiedzę lepiej i stąd
    2. żadnego pouczenia nie potrzebują.

    A uświadomiła mi to ostatnia dyskusja na niemieckiej glorii, gdzie trzycyfrowa ilość komentatorów i zwolenników Bractwa FSSPX nie była w stanie rozwiązać jednego prostego problemu i kompetentnie zbić moich argumentów.
    a. nikt ich nie zbił w ogóle
    b. nie odnosili się do nich
    c. byłem tylko obrażany

    I zastanawiałem się, jak to wytłumaczyć, efektem Dunninga-Krugera właśnie. Jeszcze coś więcej na ten temat napiszę ale jest to prawda bardzo frustrujące dla każdego nauczyciela.

    Jeśli bowiem nie widzę, czego mi brakuje, to nie jestem w stanie tego zmienić. I widocznie Pan Bóg z góry wie, jaki kto jest i jednym daje łaskę a innym nie daje, żeby się łaska nie zmarnowała.

    Dzisiaj byłem na mszy w Zgromadzeniu siostry, gdzie był jakiś rekolekcjonista z zewnątrz, koszmarny buc i się tak zastanawiałem, co też by do niego z moich argumentów trafiło. Obawiam się, że nic.

    Siostra jest najbardziej pobożna w całym swoim zgromadzeniu, teraz Rodrigueza zaczyna czytać, mówi, że teraz dopiero zaczyna na oczy widzieć i zastanawia się po ponad 30 latach, czy w ogóle powinna była do zakonu wstąpić.

    I jest zarówno inteligentniejsza jak i bardziej kompetentna od swoich współsióstr, więc potwierdza tezę.

    Ale jeśli efekt Dunninga-Krugera obowiązuje, tzn. to, że należy skupić się wyłącznie na tak zwanej elicie, bo do reszty nic nie dotrze,.

    To bardzo elitarne i absolutnie sprzeczne z tym, co się nam mówi. Zatem tylko do mniejszości coś dotrze, a resztę możemy jedynie emocjonalnie manipulować. Z drugiej strony ludzie obiektywnie niekompetentni są wszędzie i mają przewagę liczebną, bo efekt Dunninga-Krugera działa.

    Problem ten dotyczy wszystkich, którzy muszą współpracować z innymi, jak np. w jakiejś partii politycznej. Można co prawda powiedzieć komuś, że jest za głupi, ale tego nic nie zmieni, to tak jakby komuś powiedzieć:

    Panie, Pan nie słyszy, bo jest Pan głuchy.

    No to on:

    Wiem, jestem głuchy i dlatego Pana nie słyszę.

    A przy głuchym naprawdę do tej rozmowy by nie doszło. Błędne koło.

    1. @wobronietradycjiiwiary

      Bardzo Redakcji dziękuję za ten komentarz. Podobnie jak Ewa-Maria nie wiedziałem, że to zjawisko ma swoją nazwę. Ale od dawna mam z tym zjawiskiem do czynienia szczególnie w sferze życia duchowego osób z rodziny i znajomych. Po prostu do pewnych osób nie można dotrzeć, gdyż one wiedzą lepiej.

      1. W sumie to dobrze, że wiemy o tym, że coś takiego jest i jest to swoiste prawo natury. Niedawno czytałem coś w dogmatyce Otta, co mnie poruszyło. Mianowicie to, że niewiedza pochodzi z grzechu. Zatem najpierw grzech, a potem niewiedza. Chrystus przyszedł, aby zwalczyć grzech, a przez to umożliwić nam przyjęcie jego pouczenia. Jeśli zatem żyją w grzechu, to się na wszelkie pouczenie zamykają. A Novus Ordo to jeden wielki grzech materialny i stąd prawie wszyscy trwamy w oparach niewiedzy. Najbardziej duchowni.

      2. @wobronietradycjiiwiary

        > niewiedza pochodzi z grzechu

        Niesamowicie trafne stwierdzenie, które tłumaczy ogarniające nas ciemności jeżeli chodzi o życie duchowe. Ma to naprawdę sens. Dziś grzech jest wszechobecny. Dopiero jak wyjdzie się z grzechu to przychodzi jasność umysłu i nasza wiara może się pogłębić. Dopóki trwa się w grzechu to najtrafniejsze argumenty nie pomogą.

      3. To by się zgadzało. Jan Chrzciciel uświadamiał ludziom, że są grzeszni i żeby zerwali z grzechem, prostował ścieżki, dopiero potem przyszedł Nauczyciel. Potem było, że Duch Święty przyjdzie i pouczy nas o naszym grzechu. Ciągle jest o tym mowa. I że Pan Jezus przyszedł do grzeszników, do chorych, a nie do zdrowych (tzn. tych, co się za takich uważają). Pewnie dlatego też tak nauczanie Kościoła teraz kuleje. Próbuje ludzi zabawić w kościołach i na stadionach, zamiast pomóc im zobaczyć, co jest grzechem i że w ogóle coś takiego istnieje i nie polega tylko na tym, że się nie jest miłym dla ludzi.
        Pismo Święte zostało spisane dla wierzących, dla wiernych, dla Kościoła. Ludzie spoza mogą je czytać do upadłego i nic nie zrozumieją. Tylko oderwane od siebie fakty, sprzeczne często ze sobą. Wiem, o czym mówię, bo to pamiętam ze swojego życia i widzę u znajomych. Mogą być na Mszy, nawet trydenckiej, nawet przyjmować komunię, ale jeśli żyją w grzechu ciężkim i nie uznają tego, to nic nie rozumieją, nawet jeśli próbują.
        Ale to też jest przestroga dla nas, którzy z grzechów śmiertelnych wyszliśmy. Jeśli się uznamy za całkowicie zdrowych, to znów oślepniemy.
        Ostatnio jest burza o kursy Alpha. Rozmawiałam z jedną osobą, która je bardzo krytykuje i właśnie między innymi do tego doszłyśmy, że tam nie ma mowy o grzechu i nawróceniu z niego. A to przecież ma być początek nawrócenia – uznanie tego, że jesteśmy grzeszni. Pan Jezus ratuje, ale od czego tak naprawdę? Od złego samopoczucia i depresji, poczucia krzywdy oraz braku młodzieńczego entuzjazmu?

  2. “Efekt Dunninga-Krugera – zjawisko psychologiczne polegające na tym, że osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wysoko wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swoich umiejętności.”

    Nie wiedziałam, że to zjawisko ma swoją nazwę.

    Jeszcze do niedawna okropnie się irytowałam jak niektórzy ludzie – bazując wyłącznie na informacjach z internetu- pouczali mnie o sprawach dotyczących medycyny.

    Bardzo powszechne. I tacy ludzie nie widzą tego jak są żałośni w swoim pysznym przekonaniu, że wszystko wiedzą lepiej.
    Jak ktoś się tak przede mną puszy i nadyma to czasami – łagodnie- zadaję pytanie: “czy Pan studiował medycynę?”

    Muszę na siebie uważać, bo mam tendencję do pouczania bliźnich w różnych dziedzinach; ostatnio uważam się za eksperta w sprawach dotyczących teologii.

    1. Myślę że ten efekt dotyczy dalszej płaszczyzny. Chodzi o umiejętności, nie o szczątkową wiedzę. To tak jakby ktoś mówił, że ma lepsze umiejętności diagnostyczne od Pani lub potrafi lepiej operować niż chirurg. Musi Pani wiedzieć, że jak ktoś trafia na pani oddział, Onkologiczny, to się bardzo boi. I dlatego instynktownie stara się jakieś strzępy wiedzę zdobyć, żeby wiedział, co go czeka. Lepiej zacząć od wypowiedzi typu: Aha, to się pan informował, To bardzo dobrze, ale…Wówczas nikt się nie będzie irytował i Demon nie będzie miał pożywienia.

      1. Tak, to oczywiste, że pacjenci onkologiczni się boją i wiem o tym od dawna:))

        Ale nie chodzi mi o takich pacjentów, bo akurat oni są przeważnie pokorni i nawet jeżeli coś czytali to zależy im na wytłumaczeniu im tego co przeczytali; przeważnie jest to właśnie straszenie chorych i “terapie alternatywne”.
        Więc przy nich nie ma irytacji, tylko współczucie i rzeczowość.

        Zajmuję się także pacjentami nieonkologicznymi, i większość z nich to ludzie, którzy nie są chorzy, tylko ich “wyniki” nieco odbiegają od normy, która jest dość rozległa, a niektóre z nich mieszczą się nieco powyżej i poniżej krzywej Gaussa a też są praktycznie normą . Niektórzy są bardzo rozczarowani, że tak naprawdę nic im się złego nie dzieje. Więc udowadniają, że ich umiejętności diagnostyczne są lepsze niż lekarza bo poparte internetem.

        Tutaj irytacja również nie jest wskazana.:))

      2. W takim wypadku irytacja jest zrozumiała. Można stosować strategię przeciwną, niech Pani mówi, że Pani się nie zna a oni tak i to jest po prostu ciężki rak, a śmierć tuż tuż i wręczyć “Przygotowanie do śmierci” świętego Alfonsa Liguoriego :)))

      3. Zastanawiam się jednak, po co ten efekt w ogóle występuje. Jeśli założymy, że to prawo natury, to do czegoś musi być dobre. Myślę, że dzieje się tak dlatego, żeby w ogóle coś wykonać. Ludzie głupsi i mniej kompetentni w ogóle zaczynają coś robić, bo nie przewidują skutków. A inteligentniejsi wiedzą, co wydarzyć się może i strach ich paraliżuje, stąd prokrastynacja. Ale na pewnym etapie bardziej kompetentni już o swojej kompetencji wiedzą i miejmy nadzieję, że przejmują stery.

        Bo kiedyś do tej samoświadomości dochodzi: https://procrastination.com/blog/31/objectivity-dunning-kruger-effect

        https://wobronietradycjiiwiaryblog.files.wordpress.com/2019/08/images.png

        Myślę, że nie jest tak źle, bo rynek wszystko weryfikuje, jeśli są sami idioci na stanowiskach kierowniczych, firma bankrutuje.

        Mam tego znajomego w światowym koncernie, który mówi: 10% się do czegoś nadaje, a 2% jest innowatywnych.

        Więc statystycznie się zgadza.

        Ale do tej ekspertyzy dochodzą tylko ludzie, którzy zakładają, że czegoś nie wiedzą, bo jak wiedzą, to nie mają po co?

        https://wobronietradycjiiwiaryblog.files.wordpress.com/2019/08/mp840x830mattef8f8f8t-pad750x1000f8f8f8.jpg

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.